niedziela, 9 maja 2021

Między Tobą a mną

Najtrudniej jest żyć z ludźmi, którzy widzą tylko siebie. Z ludźmi, którzy wiedzą wszystko najlepiej, bo przeczytali stosy książek, pół internetu i wydaje im się, że w ten sposób poznali jakąś niesamowitą, tajemną wiedzę, dzięki której w ich życiu wszystko zmieni się na lepsze a oni sami będą mądrzejsi i lepsi od innych. Tacy ludzie, zapatrzeni w swoje mądrości, nie dopuszczają do siebie żadnych innych informacji. Są zupełnie zamknięci na prawdę. Liczy się tylko to, co uważają za słuszne i nie ma żadnych szans na to, że chociaż przez chwilę zastanowią się nad czymś innym. Nad tym, że może być inaczej niż sądzą. Nie. Samo dopuszczenie do siebie możliwości, że mogą się mylić mogłoby strącić ich koronę z głowy i staliby się nikim. Oczywiście tylko z ich punktu widzenia i tylko w ich mniemaniu, bo tak naprawdę właśnie wtedy zaczęliby coś znaczyć. Wtedy, kiedy dopuściliby do siebie inne spojrzenia, inne możliwości i pochylili się nad nimi. 

Wszyscy znamy takich ludzi. Jest ich pełno wokół, nawet w najbliższym otoczeniu. Są to ludzie niesłychanie zawzięci w tej swojej wiedzy. Ludzie, z którymi w zasadzie nawet nie chce się rozmawiać, bo nie ma w tym sensu. Tym bardziej, że niezależnie co powiesz, to i tak zostanie to przez nich zniekształcone, poprzekręcane i zupełnie nieprawdziwe. Będą to przekręcać pod siebie, żeby było im na rękę, żebyś wyszedł na tego złego i oczywiście, żeby jak najszybciej mogli podzielić się tym z innymi. I to właściwie jedyna rzecz, którą rzeczywiście chcą dzielić się z innymi. Plotkami. Kłamstwami. Swoimi wyobrażeniami nie mającymi nic wspólnego z prawdą. I to są ludzie bardzo fałszywi. Ludzie, którzy uśmiechają się do Ciebie i przytulają jak tylko Cię widzą, okazując niesamowitą radość spotkania a nawymyślają na Twój temat jak tylko się odwrócisz. I nie widzą w tym nic złego. Nie widzą swojej nieszczerości, swojego zakłamania. Nie widzą nawet jak w trakcie rozmowy dopasowują się do Ciebie, zmieniają swoje stanowisko w połowie zdania, jak tylko zorientują się, że myślisz inaczej. I zadziwiające jest to, że ludzie nie wstydzą się, że tak robią. Nie wstydzą się tego, że tacy są. Zaczynają się wstydzić dopiero wtedy, kiedy dowiadują się, że ktoś ich nakrył. Jak strofowane dzieci, które sięgnęły po zbyt wiele cukierków ze stołu. 

Kiedyś często zadawałam sobie pytanie "jak można być takim człowiekiem?". To było pytanie, które pojawiało się na porządku dziennym przy byle okazji, której nie potrafiłam zrozumieć. Kiedy człowiek sam szczerze przyjrzy się sobie, przestaje pytać. Przestaje pytać, bo zaczyna rozumieć, że pewne cechy po prostu mieszkają w ludziach, tworzą ich i są w nich tak mocno zakorzenione, że przestaje się je zauważać. O ile widziało się je kiedykolwiek. To części naszej osobowości, elementy, które nas określają i są z nami w zasadzie od zawsze. Z jednej strony mamy całe życie na to, żeby je zauważyć i postanowić co chcemy z nimi zrobić. Z drugiej strony całe życie to szmat czasu i trochę szkoda go poświęcić tylko na rozpatrzenie siebie. W ciągu tego życia można zrobić o wiele więcej. Jednak wszystko to chęci. Jeśli chcesz pozostać tym, kim jesteś, to nikt Ci tego nie zabroni. Ale co jest w Tobie interesującego? Co jest w Tobie takiego dobrego i wartościowego? Co oprócz dumnego ego powoduje, że chcesz takim pozostać? 

Nie tęsknię za tym, co było. Codziennie wszystko się zmienia. Z dnia na dzień stajemy się kimś innym, więcej zauważamy, więcej rozumiemy, więcej chcemy w sobie zmienić, więcej chcemy dać z siebie innym. Bardziej słuchamy, co się w nas dzieje, staramy się to rozumieć. Ale staramy się też rozumieć innych i być dla nich. Niezależnie od tego, czy są to nasi bliscy czy kompletnie nieznane osoby spotkane w sklepie podczas robienia zakupów. To my tworzymy ten świat. Kształtujemy rzeczywistość. 

Dawno nie pisałam, ale dziś miałam tu być. Dla kogoś. Nie wiem dla kogo. 

środa, 21 kwietnia 2021

Mówisz

Mówisz, że pamiętasz. Mówisz, że kiedy patrzysz na zdjęcia kwiatów, potrafisz poczuć ich zapach. Mówisz, że zdążysz, że jak nie dziś to jutro. Myślisz, że wciąż mamy tyle czasu.

Każdy człowiek, który pojawia się w naszym życiu zbliża nas do poznania siebie. Każda nowa znajomość jest dla nas szansą na zauważenie, zrozumienie i zmianę tego, co mamy w sobie.

poniedziałek, 1 czerwca 2020

"Obdarował Pan"

Darował Pan Ziemię 
Gdzie ludzi było dwoje
Pozwolił Pan ludziom
Ustalać prawa swoje 


Tak minęły wieki 
Co w ludziach się zmieniło?
Do czego świat doszedł? 
Czy lepiej jest niż było? 


Dziś niejedno serce
Rozdarte, choć wiedziało
Patrzy na śmierć świata
Bo tak się stać musiało


Teraz świat zasycha
Jak strup na chorym ciele
Prawie nie oddycha
Choć chciał nam dać tak wiele


Dziś pieniądz jest jak Bóg
Odpuszcza kłamcom winy
Kupi sprawiedliwość 
Przykryje serc ruiny


Pieniądz zabrał wszystko 
Zniszczył bardzo świat cały
Wyjałowił serca
I sprawił by się bały


Dziś nikt nie pamięta
Jaki człowiek jest ważny
Liczą się tylko zyski
A to błąd poważny


Nasz kraj zrujnowany
Człowiek znowu źle wybrał
Gdy przyjrzał się skutkom
Przestał myśleć, że wygrał


Dziś nie ma tu już nic 
Choć cielec jasno świeci 
To, co widzisz, to pic
Bajka dobra dla dzieci


Ulga nie nadejdzie
Póki ludzie są tacy
Kiedy słońce wzejdzie
Obudzą się Polacy


Chcesz wiedzieć, zapytaj
Wiesz, gdzie są odpowiedzi
Sięgnąć po nie ciężko
I serce swe odwiedzić


Gdzie ludzie są – tam ja
W człowieku każdym jestem
Czasem się ukrywam 
Pod słowem albo gestem


W złym uczynku 
W dobrym słowie 
Jestem wszystkim 
Pomyśl sobie 


Gdzie święci – tam klęska 
Gdzie grzeszni – tam brak wiary
Gdzie jest trochę dobra
Tam zła widać rozmiary


Gdzie tchu brak – tam też ja
Przypominam o sobie
Przypominam rzeczy
Których nie masz w głowie 


Inaczej się nie da
Myśleć sam już nie umiesz
Mimo, że świat Twój jest
Wcale go nie rozumiesz


Co w Tobie, to we mnie 
Co w nas to też w nich krąży
Do czego na tym świecie
Człowiek dzisiaj dąży?


Jestem, sam nie pójdziesz. 
Ja dobrze znam człowieka
Co „miłość” czuje wtedy 
Kiedy na coś czeka


Gdzie jesteś, gdy świat Twój
Umiera w samotności
Powiedz, co masz w sercu
Gdy nie ma w nim miłości


Co widzisz przed sobą?
Ja tylko jedną drogę
Z tej ciemności w jasność
Każdego zabrać mogę


Opowiedz mi
O jasnym oddechu przyszłych dni

sobota, 7 grudnia 2019

Igrzyska śmierci

Długo zastanawiałam się od czego zacząć. Wirowało we mnie tysiące słów, których mogłabym użyć. Starałam się złożyć z nich zdania, które najlepiej oddawałyby to, co naprawdę chcę powiedzieć. Próbowałam zawrzeć w nich uczucia, których doświadczałam w związku z tematami, o których zaraz opowiem. Próbowałam, ale nic mi nie pasowało. Każde słowo wydawało się być niewłaściwe. Zdania urywały się w połowie, zamierały niedokończone, tonęły w sobie nawzajem. To trwało kilka dni. Dni, które zdawały się być tygodniami. Do momentu, kiedy uświadomiłam sobie, że życie w dzisiejszych czasach, na tym świecie, jest tak bolesne, że nie da się tego opisać słowami. Nie da się opisać tej brzydoty serc. Nie da się opisać tego piekła, które tutaj jest i pochłania wszystko i wszystkich. Z każdym dniem coraz bardziej. 

Zaczęło się od czarnego piątku, który w większości sklepów zamienił się już w czarny tydzień. Reklam czarnego tygodnia słucha się już co najmniej tydzień wcześniej. Trąbią o nim w telewizji, internecie, przysyłają smsy, maile, w samych sklepach pomiędzy jednym setem z muzyką a drugim też jest miejsce na spot reklamujący aktualne i zbliżające się promocje. W pewnym momencie tych spotów robi się więcej niż samej muzyki. A wszystko po to, żeby klient kupił dokładnie to, co ktoś chce sprzedać. Ludzie bardzo często nie zauważają, że przed każdymi tego typu akcjami regularne ceny produktów idą w górę. Idą i to bardzo. Finalnie okazuje się, że ceny promocyjne są wyższe niż jeszcze przed chwilą były ceny bez promocji. Ale klient tego nie wie. Klient widzi przy cenie oznaczenie czarnego piątku i to już wystarczy, żeby się nabrał. Sklepy zarzekają się, że nie podnoszą cen i nie wprowadzają klientów w błąd. Robią to. Właścicielom zależy tylko na pieniądzach. Nie na ludziach. Pieniądz na tym świecie już dawno przewyższył wartość ludzkiego serca a nawet życia. Jedyne, co się liczy to to, żeby na kimś zarobić. I najlepiej zarobić na nim dużo. Jak najwięcej. Ile tylko się da. Wyrwać od niego ostatni grosz. A większość ludzi niestety jest naiwna i da się złapać. I kupi wszystko. Nawet jeśli nie jest im to potrzebne, nawet jeśli nie mają na to pieniędzy. Kupią to. Dlatego, że są przekonani o tym, że to niesamowita okazja. Od tego przecież są reklamy, żeby już tydzień wcześniej ludzi ogłupić, nabić im w głowy wizję wielkiego zysku małym kosztem. I oni już są tak zaprogramowani. Nie myślą. Kompletnie tracą kontrolę i umiejętność racjonalnego pojmowania spraw. Bo w telewizji powiedzieli.

Są też klienci, którzy wcale nie są lepsi jako ludzie. Klienci, którzy nie szanują cudzej pracy i chcieliby dostać wszystko, najlepiej za darmo. Albo chociaż za mniej niż wynoszą kogoś koszty produkcji. Przykładowo. Sytuacja, którą widziałam 1 listopada któregoś roku. Było zimno. Wiatr wiał tak mocno, że oczy momentalnie zachodziły łzami. Przy cmentarzu, jak zawsze w okolicach tej daty, stało mnóstwo osób z kwiatami. Chryzantemy. Do jednej z pań, przy której i ja stałam, podeszła inna kobieta. Zapytała o cenę kwiatów. A trzeba przyznać, że były piękne. Duże, geste, w pełnym rozkwicie. Kosztowały 15 złotych za sztukę. "Za tyle to nikt od pani tego nie weźmie" powiedziała oburzona kobieta i poszła dalej. 15 zł. Za zorganizowanie odpowiedniego miejsca, wyhodowanie, nawadnianie, dbanie, chronienie przed zimnem, nawożenie, przecież to wszystko trwa, poświęcanie swojego czasu, transport, stanie na zimnie nie wiadomo ile godzin i przez ile dni. 15 zł. Chleb kosztuje 5 zł, masło 7 zł, mleko 3 zł. Jeden chleb, jedno masło i jedno mleko. 

Zachłanność, chciwość, chęć zysku i nienawiść do innych. To dzisiaj kieruje sercami na tym świecie. I najsmutniejsze jest to, że nikt tego nie dostrzega. Nikt nie widzi tego, jakim sam jest człowiekiem. Ludzie chcą tacy być. I tacy są. I jest im ze sobą dobrze. 

Kiedy tak obserwuje te wszystkie ludzkie zachowania, które są widoczne właściwie w każdym miejscu, w którym się pojawię, nieważne czy dzieje się to w pracy, na ulicy, czy kiedy włączę telewizor, czuję się jak w jakimś kiepskim skeczu. Czuję się tak, jakbym niezależnie od własnej woli, brała udział w jakimś bardzo słabym przedstawieniu, które nie może skończyć się dobrze. I analogicznie do tego, co widzę i czuję od razu nasuwa mi się pewien film. Igrzyska śmierci. Każdy walczy o to, żeby wygrać. Wszyscy bierzemy udział w grze, którą wymyślili rządzący. A oni siedzą, gdzieś tam poza zasięgiem wzroku, na swoich złotych stołkach i patrząc na nas, dławią się ze śmiechu. Ustrój polityczny zniszczył w ludziach wszystko, co miało jakąkolwiek wartość. Podzielił społeczeństwo, sprawił, że ludzie zaczęli skakać sobie do gardeł, nienawidzić wszystkich wokół. Przede wszystkim zniszczył wartość człowieka jako istoty. Wyjałowił w ludziach ludzi. Teraz kiedy ktoś zrobi dla kogoś coś dobrego, w mediach natychmiast trąbią, że dokonał bohaterskiego czynu, jest bohaterem. Mimo, że tak naprawdę tak powinien zachować się każdy normalny człowiek. Każdy. System zniszczył ludzi i relacje między nimi, bo taki właśnie miał cel. Ludźmi, którzy mają w sobie wiele zła, żalu, pretensji i nienawiści dużo łatwiej jest manipulować. I to właśnie oglądam każdego dnia. I tych, do których to jeszcze nie doszło, zapewniam, że w pewnym momencie nie da się już na to patrzeć. I nie, to nie jest zły sen. To wszystko dzieje się naprawdę. 

I to też zrobił człowiek. Dla pieniędzy. 

Nie może być dobrze w państwie, w którym człowiek nie ma żadnej wartości. 

Trafiłam ostatnio w telewizji na reportaż dosyć głośnej sprawy dziecka zabitego przez matkę. Dziennikarze zatrzymywali przypadkowych ludzi i pytali ich, co sądzą na ten temat. Krzesło elektryczne - usłyszałam. Powinna być kara śmierci, powiedział ktoś inny. Pojawiło się też określenie "matka bestia". Nie będę już wspominać o tym, jakimi komentarzami huczy internet. Pomyślałam, stało się nieszczęście. I jak zobaczyłam to szczucie ludzi i to, jak media to nakręcają, to stanęły mi łzy w oczach. Patrzyłam w osłupieniu i słuchałam. Zastygłam na kilka minut z pilotem w ręce wycelowanym w telewizor i nie wierzyłam, że ludziom tak łatwo przychodzi ocenianie człowieka, znęcanie się nad nim, określanie go, życzenie śmierci. Nikt nie wie, co się tam wydarzyło. Nikt nie wie, w jakim stanie emocjonalnym była ta kobieta, nikt nawet nie wie tego, czy była poczytalna i nikt się tego nie dowie, bo tego już nikt nie ustali. Musiałby być tam z nią w tamtej chwili. Ludzie nie mają pojęcia do jakiego stanu emocjonalnego może dojść człowiek i co może w takim stanie zrobić, zwłaszcza wtedy, kiedy nawarstwiają się problemy, z którymi sobie nie radzi. Może nawet kompletnie nie mieć pojęcia, co robi. Nie chodzi o to, żeby ją tłumaczyć. Chodzi o to, że zawsze trzeba brać pod uwagę wszystko, zanim otworzy się usta i zacznie wydawać osąd. Naprawdę można kogoś bardzo skrzywdzić swoim brakiem myślenia. Ale ludzie nie rozumieją. Nie mają na ten temat żadnej wiedzy. Ale krzyczą. Krzyczą najgłośniej jak tylko się da, linczują i życzą śmierci. I taki właśnie mamy świat. Tacy właśnie są ludzie. Pragną tylko zemsty, kary, cierpienia innych. Pragną ich krwi. Gardzą, osądzają i linczują za morderstwo a jednocześnie sami pragną czyjeś śmierci. Gdzie są serca tych ludzi? Co ich tworzy, skoro ich nie mają?

piątek, 1 listopada 2019

Zrozumieć człowieka

Nigdy nie odpoczywaj od tego, kim jesteś.

Pamiętaj, że Twoje kłamstwo zamyka się w Tobie. Każde, nawet to najmniejsze, odbiera Ci możliwość dojścia do samego siebie. Odbiera możliwość czystego rozumienia. Bez rozpatrzenia siebie nie pójdziesz dalej, nie zrobisz kroku. Jeśli wciąż stoisz, to problem jest w Tobie. Znajdź go i rozwiąż. Nikt za Ciebie tego nie zrobi. Ludzie opisują siebie bez słów.

Problem jest w tym, że ludzie ciągle nie chcą zrozumieć. Nie widzą, że świat to coś więcej niż gniew, łzy, gorycz i rozpacz. Więcej niż ludzka krzywda, złość, zazdrość i wrogość. Więcej niż ciągle uwarunkowane czymś szczęście, radość i euforia. To coś więcej niż ciągła potrzeba zadowolenia siebie. Więcej niż pragnienie dorównania innym i chęć zaimponowania im. To coś więcej niż zysk i strata. Więcej niż życie i śmierć. To coś o wiele więcej. Coś o wiele głębszego i bardziej pojemnego.

Jeśli uważasz, że jesteś dobrym człowiekiem i nikogo nie krzywdzisz, to znaczy, że przestałeś szukać. A to najgorsza rzecz, jaką można zrobić. Nigdy nie przestawaj szukać w sobie zła. Jeśli dobrze się przyjrzysz, zdziwisz się, jak wiele jest go w Tobie i w jakich postaciach występuje.

Ludzie najczęściej patrzą na innych przez pryzmat tego, jacy są sami. To znaczy, że tak naprawdę nie mają pojęcia o tym, co się dzieje w człowieku. Nie mają pojęcia o tym, kim jest człowiek jako istota i co ma w sobie, kiedy zamknie się w nim emocjonalność. Stoisz przed człowiekiem i nie masz zielonego pojęcia o tym, kim jest, bo widzisz tylko siebie. W dodatku ta osoba nie ma nic wspólnego z obrazem, który tworzy się w Twojej głowie na jej temat. To Ty patrząc na nią, nie potrafisz wyjść poza siebie, poza swoje ograniczenia i bariery. Poza cechy, które sam posiadasz i na siłę próbujesz przypisać je komuś innemu. To Ty jesteś barierą, przez którą nie potrafisz przejść. To Twoje własne cechy nie pozwalają Ci czysto spojrzeć na drugą osobę. Nie pozwalają Ci jej poznać i zrozumieć. W emocjach zawsze widzisz tylko siebie. I choćbyś obwiniał cały świat, to zawsze będziesz Ty.

"Chciałem zreperować świat a oto widzę, że sam jestem jednym z tych cholernych drani i świń"
Prawda, Panie Rogucki?


środa, 25 września 2019

Niezgodni

Nigdy nie niszcz marzeń innych ludzi, bo sam wiesz, jak długo trzeba pracować, aby spełnić własne. Nigdy nie odbieraj szczęścia innym, bo na pewno sam nie raz poczułeś jak smakuje smutek. Jeśli możesz komuś pomóc - pomóż. I na litość boską, niczego nie oczekuj.

Oczekiwania innych ludzi względem nas, to nie nasza sprawa. To problem tylko ich samych.  Nas to nie dotyka. Niezależnie od tego, czy im się to podoba czy nie.

Zasada pierwsza. Przestań zachowywać się jak dziecko. Żaden człowiek nie jest Twoją własnością. Od nikogo nie możesz wymagać, aby zachowywał się wobec Ciebie w określony sposób. Nie nadawaj innym imion, bo mają swoje. Nie wymyślaj im osobowości, bo oni tego nie potrzebują. Nie zamykaj im ust mówiąc o nich komuś innemu. Jeśli masz coś do powiedzenia na ich temat, powiedz to im. Oni też potrafią mówić. Nie oczekuj od nikogo, że będzie takim człowiekim jak Ty. Nie oczekuj od nikogo, że będzie czuł to, co Ty. Każdy człowiek ma inne potrzeby. Nie mierz ludzi swoją miarą, bo niektórym jest bardzo do siebie daleko.

Oczekiwania. To jeden z tych punktów zapalnych, przez które zawsze toczy się w ludziach wojna. Większość ludzi tonie w emocjach każdego dnia, niemal na każdym kroku. Czasami przyglądając się temu, zastanawiam się na ile ci ludzie są w niewoli tego, co sami wytwarzają, a na ile karmią się tym do tego stopnia, że przeradza się to w ich sens istnienia. W emocjach szybko można przepaść. A potem już bardzo ciężko jest wrócić i odbudować to, co się zniszczyło.

To, co wciąż mnie zadziwia w ludziach to na pewno to, że mimo że, byli w stosunku do innych bardzo nie w porządku, do czego w dodatku nigdy się przyznali, bo łatwiej było zrzucić winę na kogoś innego, to jeszcze potrafią od tych ludzi czegoś oczekiwać. Od tych ludzi, których sami skrzywdzili.

Zasada druga. Zrozum, że każdy jest inny. Każdy ma swoje życie a Ty nie jesteś pępkiem świata. Rzeczy, które są dla Ciebie ważne w życiu niekoniecznie muszą być ważne dla innych. To naturalne. Świat nie kręci się wokół Ciebie i Twojego życia i nie możesz wymagać od innych, żeby interesowali się tym co Ty, w takim samym stopniu. W ich życiu ważne jest coś innego. Poświęcają się czemuś innemu. Coś innego pochłania ich czas. A Ty? Jak jest z Tobą? Jak ważne jest dla Ciebie to, co jest ważne dla innych? Jak często ich pytasz o te rzeczy? Rozumiesz już o czym mówię?

Mimo wielu podobieństw ludzie różnią się od siebie. Mają inne wartości, inne potrzeby, inne reakcje na pewne sytuacje i zdarzenia. Nawet jeśli Ty reagujesz na coś w określony sposób, nie możesz myśleć, że ktoś inny zareaguje na to zdarzenie tak samo. Każdy z nas ma wiele za sobą. Wszyscy jesteśmy ludźmi, ale mamy inne doświadczenia, przebyliśmy inną drogę, inne rzeczy nas ukształtowały. I tak naprawdę zamiast pomóc sobie nawzajem przede wszystkim w rozumieniu siebie i innych, każdy woli oceniać, oskarżać, obrażać się i winić wszystkich wokół. Bo każdy nagle jest urażony, każdemu nagle jest przykro. A nikt nawet nie otworzył ust, żeby o coś zapytać. Nikt nie zrobił żadnego kroku, żeby coś wyjaśnić. Każdy krzyczy, bo wszyscy mają swoją urażoną dumę a przecież urazić ją jest tak łatwo. Każdy krzyczy, ale zupełnie nie ma pojęcia o czym. Dookoła mówi się o ludziach. Mówią wszyscy. Ile z tego jest prawdą?

Tak łatwo jest skłócić ludzi ze sobą. Tak mało ludzie o sobie wiedzą. Tak bardzo nie chcą wiedzieć. Wiesz, co się dzieje jak ktoś rzuca kawałek mięsa w stado wygłodniałych psów? Wiesz, ale tam chodzi o przetrwanie. Widzisz, co się dzieje z ludźmi, kiedy rzucisz im pieniądze. Czy tu też chodzi o przetrwanie? Czy walczą, żeby nie umrzeć? Popatrz, ile rzeczy jest poza pieniędzmi, o które ludzie prowadzą wojnę. Czasem o zwykłe nieporozumienie, niedogadanie, zły przepływ informacji, albo ich brak. I chce im się. Bo tym właśnie żyją. Bo to jedyne cele, jakie w życiu potrafią rozróżnić. Bo żyjąc na tym świecie, patrzą i nie widzą. Są tak zaślepieni, że nie widzą jak odbijają się od siebie przez całe życie i nic z tego nie wynika. Żyją i tracą czas. Nie rozumieją. Wolą nienawidzić i mieć pretensje niż szukać wytłumaczenia. Wolą być dla siebie wrogiem niż szukać porozumienia. Wolą wymyślać, wyobrażać sobie najróżniejsze rzeczy o innych, zamiast porozmawiać. Zapytać. Tak po prostu.

Zasada trzecia. Rozmawiaj. 

wtorek, 3 września 2019

Omiń sekundę, nie poznasz całości.

Jak długo już żyjesz w śnie? Czym jest Twoja rzeczywistość? Czym jest ta prawdziwa rzeczywistość?

Są jeszcze te momenty, kiedy oglądasz w internecie nagranie z koncertu i nagle w trakcie jakiegoś ciemnego ujęcia widzisz odbicie swojej twarzy w kompletnym osłupieniu. Są jeszcze te nagrania, które są tak dobre, że przekraczają możliwości ludzkiego pojmowania. Nagrania, od których nie można się oderwać, a potem przez długi czas wirują w głowie. Tak, jakby odtwarzały się w nas same, bez pytania. Są jak szok, z którego ciężko się otrząsnąć. I w pewnym momencie zaczynasz zdawać sobie sprawę z tego, że cały czas je zapętlasz. Puszczasz jeszcze raz. Od początku. I jeszcze raz. I jeszcze. Wciągająca, hipnotyzująca całość. Trzeba być absolutnie genialnym, żeby stworzyć coś takiego. 

I to jest właśnie jedna z tych rzeczy, które cieszą mnie najbardziej. To, że w czasach, w których się znaleźliśmy, na rynku muzycznym, który wygląda tak, jak wygląda, są jeszcze ludzie, którzy łączą w sobie niesamowite poczucie dźwięku, wagę słów, tonację i do tego potrafią idealnie wszystko opowiedzieć swoją aranżacją. To jest prawdziwa sztuka. To jest talent, który trafia w samo serce. I to jest dla mnie swojego rodzaju ukojenie, bo to znaczy, że są na tym świecie, w tym kraju, ludzie, którzy czują. Czują i wiedzą, co robią. Są całkowicie świadomi tego, co tworzą i czuć w tym niesamowitą odpowiedzialność. To budujące. Bo wśród plonu, który teraz zbieramy, były też dobre ziarna.

Ludzie mają w sobie ogromną siłę. Trzeba tylko chcieć ją zobaczyć. Czysto. Bez zazdrości, nienawiści, bez skupiania się na sobie. Egoizm niszczy każdy odbiór. A tutaj potrzeba serca. Większość ludzi patrzy na innych przez pryzmat swoich niepowodzeń. Nie można skorzystać z tego, co dają inni, kiedy ma się do nich pretensję, że w ogóle coś stworzyli. 

Kiedyś się nad tym zastanawiałam. Zastanawiałam się, czy ludzie, którzy tworzą coś absolutnie genialnego, panują nad tym. Czy mają świadomość tego, że każdy dźwięk, jaki z siebie wydają, idealnie pasuje do ruchu ich ciała, do każdego ruchu ręką, do każdego przymknięcia oczu. Czy mają świadomość tego, że ich głos idealnie pasuje do gry instrumentów, które obsługiwane są na żywo przez inne osoby. Czy mają świadomość tego, że to nagranie jest wykonane perfekcyjnie a wszystkie dźwięki, głos, ruchy, nawet ujęcia kamery są wykorzystane maksymalnie w najlepszy sposób. Wszystko jest tam już wyczerpane. Tam już nic nie da się dodać ani niczego nie ma potrzeby zmieniać. To ułożenie jest najlepsze. Nie ma żadnej alternatywy. Już znam odpowiedź. 

I jest w tym wszystkim pewna analogia. Na cały, kilkuminutowy utwór składają się dźwięki i obrazy zawarte w każdej sekundzie. Tak, jak w życiu. W rodzinie. Są pewne części składowe, których brak zakłóca funkcjonowanie, burzy je. Przekłada się na całość. Nasze życie jest o coś uboższe, chociaż nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Dopiero później wszystko staje się jasne. Wtedy, kiedy poznamy prawdziwy wzór. Wtedy, kiedy go poczujemy. Tak, jak w piosence. Wyrwij z niej jeden dźwięk. Jeden dźwięk wystarczy, żeby poczuć, że coś się nie zgadza, że pozostałe dźwięki nie tworzą całości. Jeden dźwięk i nic już się nie układa. Muzyka nie wchodzi w serce, nie jest spójna. 

Omiń sekundę, nie poznasz całości.

Bardziej zainteresowanych odsyłam na youtube. Wystarczy wpisać Piotr Rogucki Wizje i wyświetlić pierwszy wyszukany film. Polecam tryb pełnego ekranu i rozdzielczość 1080 HD.

czwartek, 20 czerwca 2019

Serc naszych wina

Myślę o tych ludziach, którzy krzywdzą innych. Myślami, słowami, nastawieniem, tym, co robią. Zastanawiam się, co takiego musi się stać w ich życiu, żeby zauważyli kogoś poza sobą. Co takiego musi się wydarzyć, żeby zrozumieli, że inni ludzie mają serca. Serca, które przez nich cierpią. 

Dotarliśmy do momentu, w którym świat stworzony przez nas, zaczyna nas przerażać. Tak, bo to, co widzimy już ani nie szokuje, ani nawet nie zdumiewa. Przeraża. Przeraża sam fakt, że człowieczeństwo mogło upaść tak nisko. Przeraża to, że jedyne dobro w ludziach możemy zauważyć tylko wtedy, kiedy czegoś od kogoś potrzebują. A nawet jeśli nie potrzebują niczego w danej chwili, to biorą pod uwagę, że mogą czegoś potrzebować w najbliższej przyszłości. Dobrzy są wtedy, kiedy się boją, że bez kogoś sobie nie poradzą. Wszystko jest interesem. Podaruję Ci kilka ciepłych słów, kilka miłych gestów, tylko pożycz mi to, załatw mi tamto, pomóż mi w tym, przyjdź zabić moją nudę. Zawsze jest jakieś "tylko". W ludziach nie ma czystych gestów. Nie ma w nich nawet ludzkich odruchów. Wszystko jest jakieś przegniłe, przesiąknięte cwaniactwem, interesownością, zazdrością, i egoizmem. A smród tego wszystkiego jest tak okropny, że zaczyna brakować powietrza, którym można oddychać. Pytasz o relacje między ludźmi? Są dokładnie takie jak widzisz. I z tego naprawdę nie da się wykrzesać nic więcej. Zażyłości? Więzi? To kłamstwo. Nic takiego nie istnieje. O tym świat zapomniał już dawno. 

Moda na bycie dobrym też na niewiele się zdaje. Człowieka można zmusić do wielu rzeczy, ale miłości nie da się nauczyć. Można udawać, że ma się w sobie miłość, ale prędzej czy później (najczęściej prędzej niż później) człowiek popełnia błąd. Jeśli naprawdę masz w sobie miłość - nic takiego się nie zdarzy, bo jesteś pod jej wpływem. Wszystko, co robisz, dzieje się w zgodzie z sercem. Tam nie ma miejsca na błąd. To prowadzenie. Jeśli nie ma w Tobie miłości a wydaje Ci się, że ją masz, wystarczy pierwsza, lepsza sytuacja i leżysz. I wszyscy wokół to widzą. Ludziom tylko się wydaje, że wiedzą czym jest miłość. To smutne, ale niestety to prawda.

Tak to jest z sercami. Nie można poruszyć czegoś, czego nie ma. 

Myślę o ludziach, którzy nie mają własnego zdania. O ludziach, którzy wykorzystują strzępki osobowości innych ludzi, żeby stworzyć własną. O ludziach, którzy nie wiedzą, co im się podoba a co nie. Wystarczy tylko powiedzieć, że się coś ma, będzie się miało, albo nawet chciałoby się mieć i już ta osoba to ma. Tak jakby nagle z jakiegoś powodu chciała być Tobą i żyć Twoim życiem mimo, że Cię nie znosi. I wiesz o tym doskonale, bo przecież to czujesz. Rywalizacja. Bo jeśli zrobię szybciej tak, jak ona chce zrobić, to będę od niej lepsza. Nie będziesz. Uwidocznisz tylko dla wszystkich swoją złą cechę charakteru, swój egoizm. Pokażesz tylko innym kim naprawdę jesteś. Pokażesz to, że nie obchodzi Cię, czy przez Ciebie czyjeś serce cierpi. I przede wszystkim Ty masz to zauważyć. Masz zauważyć to, co masz w środku, jak traktujesz ludzi. I musisz to zmienić, bo inaczej, to co robisz będzie niszczyło Cię od środka jeszcze silniej. 

Widzę tych ludzi, którzy tak bardzo chcą być kimś. Tych ludzi, którzy chcą być kimś tak rozpaczliwie, że obwiniają wszystkich i wszystko wokół siebie o to, że nie osiągneli sukcesu. A czym w ogóle dla człowieka jest sukces? Czym powinien być? Pieniędzmi? Sławą? Byciem ważnym? A czy każdy człowiek nie jest ważny? Czy pieniądze nie powinny być tylko dodatkiem? Czy ktoś w ogóle się nad tym zastanawia? Czy każdy robi to, co wszyscy, nie wiadomo po co, idąc drogą nie wiadomo dokąd. Myślenie jest tak cenne, ale nie można go kupić za pieniądze. Może dlatego ludzie go nie chcą. Może dlatego nie jest dla nich wartością. Może woleliby po prostu zapłacić i mieć. Bez wysiłku. 

Myślę o ludziach, wiesz, tak po prostu. Zastanawiam się dokąd ten świat zmierza i co z niego zostanie? Co zostanie z nas wszystkich? Zastanawia mnie to każdego dnia, kiedy oglądam te wszystkie obrazy i ludzkie historie. Wtedy, kiedy patrzę na te 10-latki w sklepie z kosmetykami, które czują się tam jak u siebie w domu. Dziewczynki, które stoją przed półkami z paletkami cieni do powiek i przekrzykują siebie nawzajem która jakie ma i jakich używa. Mamy, które przychodzą ze swoimi 5 letnimi córkami kupować im maseczki do twarzy. Dzieci. Mój Boże, przecież to tylko dzieci. Gdzie jest ten świat, który jeszcze przed chwilą tutaj był? Byłam w nim, pamiętam. Widzę ludzi, którzy wyglądają tak samo. Dziewczyny o tych samych twarzach, identyczne brwi namalowane z szablonu, róże, bronzery, podkłady tak ciężkie, że u niektórych odrywają się od nosa. Efekt sztucznych rzęs. Pozlepiana, grudkowata czarna całość, albo sztuczny wachlarz. Tego wszystkiego jest tak dużo, że pod spodem nie widać człowieka. Nie widać niczego. Nagle słyszę krzyk "O Boże! jest promocja na mój ulubiony set do brwi!" Za chwilę słyszę płacz. Małe dziecko zalewa się łzami w wózku a mama nie reaguje. Wybiera sobie kredki do oczu i z oburzeniem rzuca pod nosem "jak zwykle nie da się nawet pójść do sklepu". Miłość? Naprawdę? W końcu przychodzi tata i zabiera dziecko. Wtedy się uspokaja. Wracam do domu, włączam telewizor i widzę Bednarka, który cieszy się z wolnej Polski. Cieszy się z wolności słowa. I patrzę na niego w osłupieniu i zastanawiam się o czym on w ogóle mówi. I nie wiem. Nie wiem jak można tak bardzo pomylić wolność z tym, co jest naprawdę. 

czwartek, 9 maja 2019

Sen o wolności

Śnił mi się konik. Mały, brązowy konik, wielkości mojej dłoni. Mieszkał w białej klatce stojącej na stole, w wielkim, jasnym pokoju. Miał dużo miejsca, był zdrowy i szczęśliwy. Miał piękną, lśniącą sierść. Patrzyłam na niego i widziałam jak bardzo chce wyjść na zewnątrz. Wypuściłam go, czułam jego radość, dookoła rzeczywistość przybrała barwy tęczy. Właściwie wszystko było tęczą. Nie jestem w stanie powiedzieć ile minęło. W snach czas płynie inaczej. Nagle zorientowałam się, że konik zniknął. Odnalazłam go na ziemi,  pod stosami kolorowych kuleczek. Tylko tyle zostało z  tej pięknej tęczy, która jeszcze przed chwilą wypełniała wszystko, była wszystkim. Leżał zwinięty, miał cienkie nóżki, jakby usychał. Prawie umarł. Ułożyłam go na dłoni i włożyłam z powrotem do klatki z nadzieją, że da się go jeszcze uratować.

Co było później? Nie było żadnego później. Później przestało istnieć. Nastąpił koniec, który skutecznie zamknął usta wszystkiemu, co mogło być później. 

Jesteśmy ludźmi. Większość z nas ma swoje marzenia, które stara się realizować. Większość z nas ma pragnienia, które chce zaspokoić. Często za wszelką cenę. Pominę to, jak daleko może posunąć się człowiek, który chce dostać to, na czym mu zależy. Pominę to, co może zrobić drugiemu człowiekowi, żeby wydrzeć mu z rąk to, co ma, żeby zabrać mu wszystko, zniszczyć i zdeptać. Pominę to, bo chcę powiedzieć o czymś innym. Chcę powiedzieć o tym, że często jest tak, że czegoś chcemy a kompletnie nie zdajemy sobie sprawy z tego, z czym to się wiąże. Wydaje nam się, że wszystko jest takie proste i łatwe a tak naprawdę na wiele rzeczy człowiek nie jest przygotowany. Wiele mu się wydaje, ale bardzo mało wie. Nie rozumie jakie mogą być konsekwencje. 

Człowiekowi nie można dać wszystkiego, czego chce, bo by się tym zadławił. 

Ludzie obwiniają wszystkich wokół, że czegoś nie mają albo czegoś nie mogą. Mają pretensje do Boga, że jest zły albo w ogóle nie istnieje, bo im czegoś nie dał. Ile mądrości jest właśnie w tym, że tego nie zrobił? Tak niewiele ludzie dostrzegają, tak niewiele myślą, nie zastanawiają się. A gdyby dał im to, czego chcą, gdyby to zrobił na ich życzenie i wywołałoby to pasmo nieszczęść prowadzących do śmierci? To co? Nie wierzę, że nie usłyszałabym, że gdyby Bóg istniał, to by do tego nie dopuścił. 

Ten świat nie ma błędu w konstrukcji. Tu wszystko jest ułożone z niesamowitą mądrością. To tylko ludzie nie rozumieją. Nie widzą. Nie kochają. Nie wierzą. Nie słyszą. Nie czują. Nie szukają. Nie chcą dobra. Nie chcą innych. Chcą siebie. Tylko siebie. I tylko dla siebie.

Dając coś komuś, można jednocześnie odebrać mu wszystko. 

Rozumiesz?
Nie odpowiadaj.

"Wiedza" wiedzy nie równa.

Jeśli czegoś Ci brakuje, wróć do tego, co już masz. Sprawdź, czy tam nie ma tego, czego szukasz. 

Myślę, że ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, czym napełniają swoje serca. Nie widzą tego momentu, kiedy to się dzieje, bo są zaślepieni czymś innym. Nie chodzi o nienawiść. Mam na myśli uczucie, które jest pomieszane z troską. To uczucie, kiedy człowiekowi wydaje się, że robi dobrze, że komuś w ten sposób pomaga a nawet ratuje go przed czymś a tak naprawdę wcale tak nie jest. Są ludzie, którym wydaje się, że wiedzą wszystko lepiej niż inni. Ludzie, którym wydaje się, że posiadają niesamowitą wiedzę. Czesto są o tym przekonani. Ale tego, dokąd ta wiedza ich doprowadziła, już nie widzą. Niestety. Zawsze warto jest rozmawiać. Wysłuchanie drugiej osoby nic nas nie kosztuje. Ale nie można decydować za kogoś. Nigdy. 

Człowiek, któremu wydaje się, że pozjadał wszystkie rozumy, ma w sobie niesamowitą chęć rządzenia. I faktycznie rządzi. Ale tylko u siebie w domu. I jest sam. Nawet jeśli żyje z kimś pod jednym dachem, jest sam. I zawsze tak będzie. 

Nie można wmówić innym ludziom, jakie mają potrzeby. Jeśli człowiek uważa, że wszystko wie najlepiej, nie może udawać, że cokolwiek wie o potrzebach innych ludzi, bo tak naprawdę w ogóle ich nie zna. A nie zna ich, bo tego nie chce. Chce wszystko układać po swojemu. Nawet życie innych.

Każdy człowiek ma prawo do życia według tego, co ma w sobie. Trzeba jednak pamiętać, że wszystko, co robimy, niesie ze sobą pewne konsekwencje. I to właśnie te konsekwencje określają to, czy idziemy we właściwym kierunku.  

Życie każdego człowieka jest odzwierciedleniem tego, co płynie w nim samym. I ludzie są tego świadomi albo nie. Zanim człowiek zacznie udzielać rad, ingerować w życie innych ludzi albo oceniać je, powinien najpierw przyjrzeć się temu, jak wygląda jego własne życie. Powinien to zrobić, bo ludzie z zewnątrz to widzą i mogą nie chcieć, aby ich życie wyglądało w ten sposób. Życie tego człowieka jest efektem tego, kim jest, jaki jest, jakie podejmuje decyzje i jakie decyzje podejmował przez cały okres swojego istnienia. Ludzie mają wtedy pełny obraz, do czego te decyzje doprowadziły. I mogą chcieć czegoś innego. Mają prawo chcieć czegoś innego. I powinni chcieć czegoś innego, bo wszystko co robią i zrobią w przyszłości, powinno wynikać z nich samych. W odpowiednim czasie, w odpowiednich warunkach, w odpowiednim miejscu z odpowiednimi ludźmi. 

czwartek, 4 kwietnia 2019

Wszystko jest darem

Tak łatwo zapominamy, że wszystko jest darem. 

Jestem tam, gdzie świat kładzie się u stóp i czeka aż zechcesz podnieść chociaż ziarenko piasku. 

poniedziałek, 18 marca 2019

Nim noc napełni się świtem

Na początku człowiek myśli, że ludzie są bardzo do siebie podobni. Dostrzega różnice w wyglądzie,  ale uznaje to za coś zupełnie naturalnego. Coś, czego nie trzeba wyjaśniać ani rozumieć. Po prostu jest jak jest. I tyle. Nasza wizualna różnorodność jest dla ludzkiego umysłu zadziwiająco łatwa do przyjęcia. Odmienność tego rodzaju jest uznana przez ludzi jako fakt, natomiast odmienność wewnętrzna każdego człowieka jest już dla nich czymś dziwnym. 

W każdym człowieku tętni inne życie. I w pewnym momencie swojej życiowej wędrówki zaczyna się to odczuwać. Mniej lub bardziej boleśnie. Łatwiej jest tym, którzy myślą, że wszystko zaczyna się i kończy właśnie tutaj. Ci, którzy czują więcej wiedzą, że to niemożliwe, żeby to "tutaj" było wszystkim, co świat ma do zaoferowania. I mimo że, z jednej strony wygląda to dość inspirująco i prowokuje do zadawania pytań i szukania odpowiedzi, to jednak okazuje się, że znalezienie odpowiedzi nie jest wcale takie proste. Nie wiadomo nawet gdzie ich szukać. 

Mijają lata. Wraz z wewnętrzną frustracją wzrasta poczucie bezsensu. Człowiek żyje, ale nie rozumie po co, nie zna celu swojego istnienia, nie potrafi znaleźć wartości życia. Patrzy na otaczający go świat, przygląda się życiu innych ludzi i boleśnie odczuwa swoją odmienność. Widzi, że nie pasuje. Rozpaczliwie szuka w innych ludziach części siebie. Choćby jednego, maleńkiego odłamka swojego serca. Szuka czegokolwiek, co pozwoliłoby mu wierzyć, że nie jest sam, że oprócz niego jest jeszcze ktoś. Ktoś chociaż podobny. 

Poza samotnością i wyobcowaniem, serce rozrywa pustka rozpalona tęsknotą za czymś nieokreślonym. Człowiek zrobiłby dosłownie wszystko, żeby chociaż na chwilę poczuć w sobie to prawdziwe szczęście, ale nic nie pomaga. Nic nie skutkuje. Próbuje wszystkiego i wciąż jest tak samo. Nic się nie zmienia. Wtedy zaczyna myśleć, że taka jest jego natura, że jest jedną z tych osób, które do końca swojego życia będą szukały sposobu na to, żeby zapchać to miażdżące uczucie pustki, z dławiącym smutkiem stojącym w gardle, nieustannie tęskniąc za czymś, co być może nawet nie istnieje. 

Istnieje. Teraz już to wiem.

Przekopując stosy książek i tysiące albumów muzycznych w poszukiwaniu ukojenia i zrozumienia człowiek w końcu musi trafić na Piotra Roguckiego i pierwsze płyty Comy. I wtedy rzeczywistość dla tego człowieka staje się już trochę inna. Nie dlatego, że ta muzyka go zmieniła, ale dlatego, że niemal każde słowo z tych utworów jest tym, co czuje od lat. Te wszystkie słowa w połączeniu z muzyką pochodzą z dna jego serca, tworzą go i kształtują. To jest dokładny wydźwięk tego, co żyje w nim od zawsze. I ktoś o tym napisał. A więc czuł. Jest ktoś jeszcze. Na świecie są tacy ludzie. Ludzie, którzy nie mogą znaleźć drogi do samego siebie. 

Szukając, człowiek jest w stanie przekopać dosłownie wszystko wokół. Rzeczy, ludzi, miejsca, zdarzenia, sytuacje, słowa, muzykę, naturę, miasta. Jest w stanie przejechać setki a nawet tysiące kilometrów, żeby odnaleźć to, czego szuka. Kto by wpadł na to, że odpowiedzi trzeba szukać w sobie? Że jest tam wszystko, czego potrzebujemy? Ostatnia rzecz, jakiej można się spodziewać, prawda? A jednak. 

piątek, 22 lutego 2019

Wartość istnienia

Jeśli Bóg dał, to ma też prawo zabrać. 

Ile istnień pochłonęła ta ziemia bezsensownie? Widzisz? Te wszystkie domy, które niedługo zabierze czas. Odejdą w zapomnienie. Tak jak my i pamięć o nas. 

Rzeczy, które czas rozdrapuje w pył. Opuszczone miejsca, w których już nigdy nie zazieleni się trawa. Miejsca porzucone, w których głosy ucichły już dawno temu. Miejsca zimne, pozbawione miłości mimo że, bogatsze o kolejne wschody i zachody słońca. Miejsca brudne, obciążone historią ludzi, którzy w nich żyli. Miejsca samotne, jak wiele serc na tym świecie. 

W życiu nie chodzi o to, żeby jak najwięcej zobaczyć. W życiu chodzi o to, żeby jak najwięcej poczuć  tego co się widzi. Poczuć i rozumieć to. 

Rozetrzeć granice pomiędzy przeszłością i przyszłością. Stworzyć teraźniejszość, zająć się nią. Poczuć każde miejsce, w którym się jest. Poczuć siebie w tym miejscu. Wykorzystać każdą minutę swojego życia na próbę zrozumienia. 

Podstawą wychodzenia z emocji jest chęć zrozumienia. Dokładne obejrzenie wszystkich stron danej sytuacji. Rozumienie postępowania tych, którzy brali w niej udział. 

Jeśli sądzisz, nie sądź. Jeśli nie rozumiesz, zapytaj. Jeśli nie wiesz, rozmawiaj. Jeśli w coś wierzysz, nie wstydź się tego. Jeśli czegoś potrzebujesz, powiedz o tym. Nigdy nie czekaj na to, że ktoś się domyśli. Nie marnuj czasu, bo nigdy nie wiesz, ile go zostało. 

Nie karz innych za swoje grzechy. Nie udawaj, że tych grzechów nie było. Jeśli masz coś do rozwiązania, rozwiąż to. Jeśli masz coś do wyjaśnienia, wyjaśnij. Nie czekaj. Mijające lata niczego nie zmienią. Zdarzenia zostają w ludziach, kształtują ich. Wpływają na życie. Budują je lub niszczą.

Żyj tak, aby nie powielać błędów ludzi sprzed lat. Żyj tak, aby nie powielać swoich. 

Jaką wartość ma dla Ciebie Twoje życie? Jaką wartość ma dla Ciebie życie innych? Jak ważne jest dla Ciebie Twoje szczęście? Jak ważne jest dla Ciebie szczęście innych? Czy Twoje życie służy tylko Tobie, czy służy też innym? Co dajesz innym? Czego od nich wymagasz?

Czym jest rzeczywistość? 

czwartek, 7 lutego 2019

Czas nowej rodziny

Rywalizacja w rodzinie często ma miejsce pośród kobiet. Mężczyznom można zarzucać wiele rzeczy na różnych poziomach, ale zazwyczaj to kobietom wydaje się, że watro grać rolę lepszej synowej niż faktycznie nią być. Dzieje się to z wielu powodów. Dla większości to doskonały moment na dowartościowanie siebie. Oczywiście kosztem innych w niezbyt fajnych sytuacjach, ale rywalizujących najczęściej to niewiele obchodzi. Kolejna sprawa to majątek. Majątek i pieniądze rodziców czy teściów, które prędzej czy później gdzieś zostaną ulokowane. Nikt tego nie mówi, ale zadziwiające jest to, jak wiele osób myśli w ten sposób. Wyciąganie rąk po cudze pieniądze jest bardzo powszechne. To ludzie potrafią najlepiej. A z cudzego domu wydarliby jak najwięcej. Bez oglądania się na nikogo, bez żadnych skrupułów, wyrzutów sumienia. Bez mrugnięcia okiem zabraliby wszystko. Choćby po to, żeby później się rozwieść i mieć zabezpieczenie.

I to jest jedna z tych rzeczy w ludziach, która brzydzi mnie najbardziej. Chęć zawładnięcia czymś, na co inny człowiek pracował całe swoje życie. I co najciekawsze, każdy myśli, że jest bystry. Każdy uważa, że tego nie widać, że ludzie, których to dotyczy są ślepi i niczego nie czują. Każdy uważa, że wystarczy kilka razy się uśmiechnąć, poudawać kogoś fajnego. Raz na jakiś czas okazać komuś zainteresowanie. I już. Tyle wystarczy, żeby zmylić, żeby kogoś oszukać. Nie. Nie wystarczy. Wszystko to, co jest w twoim wnętrzu jest i na zewnątrz ciebie. I ludzie to odbierają. Wiedzą. Po prostu wiedzą. Więcej niż się wydaje.

Widziałam wiele takich obrazów. Widziałam jak rodzeństwa odwracają się od siebie pod wpływem nowych osób wchodzących w rodzinę. Widziałam matki, które radziły swoim córkom szukać sobie facetów z portfelem. Matki, które radziły synom szukać kobiet, które będą ich utrzymywały. Bo po co pracować skoro ktoś może dać za darmo. Po co mieć swoje pieniądze skoro można nieustannie korzystać z cudzych? Po co nauczyć się pracować, szanować to, co się zarobi i być niezależnym? Po co skoro można żyć bez tego. Można żerować na kimś i udawać, że ma się do tego prawo, że to się należy.

Oszukiwanie ludzie mają we krwi. I nawet przez myśl im nie przejdzie, że ktoś może znać prawdę. Kiedyś już o tym mówiłam, ale powiem jeszcze raz. Każdy chciałby dostać jak najwięcej i najlepiej za darmo. Tak jest najłatwiej. Po co szanować czyjąś pracę i czas jeśli można tego nie robić i też być człowiekiem? Bo można prawda?

To nie jest trudne wiedzieć o kimś więcej niż sam mówi. Mając dostęp do siebie samego, masz dostęp do wszystkich. Im więcej pozwolisz sobie wiedzieć o sobie samym, tym więcej będziesz wiedzieć o innych. Im bliżej Boga jesteś - tym bliżej jesteś prawdy. Jeśli tego nie chcesz, to tego nie rób. Masz prawo żyć w ciemności, niewiedzy, strachu, gniewie, zazdrości, smutku, kłamstwie. Masz prawo żyć w czymkolwiek chcesz i jakkolwiek chcesz, ale jeśli wyjdziesz z założenia, że wszyscy wybiorą tak jak ty, to jesteś w błędzie.

Ludzie nie zastanawiają się nad tym, co robią. Działają pod wpływem emocji, przez co wychodzą później niezbyt fajne sytuacje, które doskonale ich określają. Wtedy nic już nie da się zrobić. Niczego nie da się cofnąć. Niczego nie da się naprawić. Sytuacja dzieje się sama i nie ma już nad nią żadnej kontroli. Mimo to, niewiele osób stać na to, żeby powiedzieć zwykłe "przepraszam". Tak, jakby to kosztowało niesamowite pieniądze.

Chciwość, zachłanność, zazdrość na każdym kroku. Potrzeba rywalizacji i ukazania siebie w jak najlepszym świetle, która można śmiało powiedzieć, że zahacza już o stan chorobowy. Nawet wtedy, kiedy nie ma czego zazdrościć. Ludzie znajdą powód. Wykopią go spod ziemi, żeby tylko prowadzić z kimś wojnę. Oczywiście z uśmiechem na ustach i fałszywą sympatią. Takie wojny są najlepsze, prawda? Wtedy łatwiej jest się wszystkiego wyprzeć. Przed samym sobą. Tylko przed samym sobą, bo przed nikim innym się nie uda. Ludzie nie są tak bystrzy i cwani jak sądzą.

Według matek żadna kobieta nie będzie wystarczająco dobra dla ich syna. Według ojców żaden mężczyzna nie jest dość dobry dla córki. To schemat, który chyba wszyscy znają. Zdarzają się rodziny, w których nie funkcjonuje, ale najczęściej da się go zauważyć, choć bywa lekko zmodyfikowany. Nawet jeśli ten schemat nie jest dość widoczny, (a może nie być, bo często jest ukrywany), to często bardzo zauważalna jest pochodna tego problemu. Traktowanie syna albo córki jako jednostki. Pomimo zawarcia małżeństwa, pomimo wyprowadzenia się z domu, pomimo rozpoczęcia zupełnie innego, samodzielnego etapu w życiu, dziecko (a jednak osoba dorosła) wciąż jest traktowane jako jednostka. I tylko ta osoba jest w rodzinie, jej druga połówka już nie. Nie wszyscy to widzą. Myśle, że niektórzy nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że coś takiego robią. Ale jednak robią. I jest to zauważalne i odczuwalne. W innych przypadkach nowa "rodzina" robi to celowo. Przy byle okazji zaznacza tylko istnienie brata, syna, siostry, córki. Druga osoba się nie liczy, nie istnieje. Przy okazji znowu kwestia pieniędzy. Przykładowo. Kupiony dom przez syna i synową za wspólne pieniądze jest tylko domem syna. Nie ma "ich" jest tylko "jego". Tak samo nie ma "oni" jest "on" i "ona" ciągle osobno. Jakby nic się nie zmieniło. I dalej jest milion takich historii. Wystarczy dobrze się przyjrzeć. Domów jest wiele, ale większość mówi to samo.

Jeśli uważasz, że coś ci się należy, to nie znaczy, że tak faktycznie jest. A jeśli nawet coś ci się należy, to nie znaczy, że można sobie to wziąć samemu.

niedziela, 3 lutego 2019

Wieża Babel

Błędy w rozumieniu. 

Zdanie składa się ze słów. Według słowników, każde słowo powinno mieć takie samo znaczenie dla wszystkich. Ale tak nie jest. Ludzie nie znają znaczeń ani wartości słów. Ignorują najczystszą postać tego, co słyszą. Przekształcają wszystko pod to, co chcą usłyszeć. Z czystym sumieniem i w pełnym usprawiedliwieniu podciągają każde słowo padające z ust innych do kształtu, który im najbardziej odpowiada. Nadają zdaniom zabarwienie. Ludzie uwielbiają się doszukiwać. Byleby tylko znaleźć swoją krzywdę. Byleby znaleźć w kimś coś złego. Byleby pokazać wszystkim wokół tą ogromną niesprawiedliwość dotyczącą swojej nieskazitelnej, nieskalanej osoby. Wiesz, o czym mówię? 

"Nie wiem, dlaczego tu jesteś". Bardzo proste zdanie, które może nam posłużyć jako przykład. Człowiek, który nie próbuje się niczego doszukiwać zrozumie to zdanie dokładnie tak, jak ono wygląda. Osoba, która wypowiada to zdanie po prostu, najzwyczajniej w świecie, nie zna przyczyny dlaczego druga osoba znalazła się w określonym miejscu i czasie. Brak wiedzy w danym temacie. I tyle. Natomiast człowiek, który nie wiadomo z jakiego powodu uważa się za kogoś ponad innymi, chce znaleźć coś złego w rozmówcy i cały czas nieprzerwanie szuka momentu, żeby poczuć się urażonym, podciągnie sobie to zdanie pod negatywne zabarwienie. Czyli: "nie wiem po co tu jesteś, bo przecież do niczego się nie nadajesz i nie powinno cię tu być, jesteś nikim". Skracam to do kilku słów, mimo że, tacy ludzie mają już w głowie esej określający to jedno zdanie, które usłyszeli. Ludzie są tak bardzo czuli na swoim punkcie, że zupełnie nie słyszą tego, co się naprawdę do nich mówi.

Widzisz. Nie dość, że człowiek rozumie to, co chce rozumieć, bo tak mu pasuje, to jeszcze ile oczerniających słów o rozmówcy padnie z jego ust. Do kogo? Najczęściej do ludzi o podobnych charakterach, podobnym sposobie myślenia. Do ludzi, których nie stać na szczerość. Ludzi, którzy z zazdrości o cokolwiek zeżarliby wszystko i wszystkich. Punkt patrzenia zależy od punktu siedzenia. Mówi się, że zawsze najwięcej daje rozmowa, że to podstawa. Tak. To prawda. Ale tylko i wyłącznie w przypadku, kiedy w ludziach jest szczerość, kiedy ludzie naprawdę chcą coś rozumieć. W każdym innym wypadku rozmowa nie ma najmniejszego sensu, bo każde kolejne słowa będą odbierane w ten sam sposób jak poprzednie. I do niczego nie dojdziemy. Nigdy. 

Ciekawe jest też coś innego. Czasami ludzie nie wiedzą jak mają rozumieć to, co usłyszeli. Po prostu nie wiedzą, nie są pewni, mają chwilę zawahania. I mimo to, nie zapytają. Nie przyjdą i nie powiedzą "słuchaj, bo ja nie wiem czy dobrze rozumiem" albo "czy możesz wytłumaczyć?" Albo nawet "czyli to jest tak i tak, dobrze rozumiem?". I to dokładnie byłaby ta chwila, w której mieliby odpowiedź na wszystko. Nie musieliby wymyślać, marnować czasu, żyć w gniewie, nerwach, poczuciu krzywdy czy strachu. To byłoby coś przełomowego, coś zmieniającego dalszy bieg historii. Dlaczego tak ciężko przechodzi nam przez gardło jakiekolwiek pytanie? Dlaczego tak bardzo nie chcemy słyszeć prawdy? Dlaczego chcemy myśleć o kimś źle? Dlaczego chcemy nastawiać innych przeciwko komuś? Jak możemy myśleć o sobie dobrze jeśli robimy takie rzeczy? Dlaczego jesteśmy ludźmi, z którymi nie da się rozmawiać bez konsekwencji, że to, co mówimy zostanie przekręcone o 180 stopni i zmieni znaczenie? Kto dał nam prawo do postępowania w taki sposób? 

Mówimy o słowach, ale błędy w rozumieniu dotyczą też gestów. Czasami jedna osoba coś mówi do drugiej a trzecia jest w ich towarzystwie i się zamyśli. Przecież to normalne, ludzie często się zamyślają w najróżniejszych momentach swojego życia. Jakby nie było, to wystarczy, żeby osoba mówiąca stwierdziła, że osoba, która się zamyśliła ignoruje ją, lekceważy, przewraca oczami, albo nie podoba jej się to, co powiedziała osoba mówiąca. Tak niewiele nam potrzeba, żeby osądzać innych, prawda? Tak mało nam potrzeba, żeby znaleźć w kimś coś złego. To nic, że to nie jest prawda. To nic. 

Mówimy tym samym językiem. Jesteśmy wyposażeni w narzędzia, które umożliwiają nam czyste i płynne porozumiewanie się. I nie chcemy słuchać siebie nawzajem. Nie chcemy znać prawdy ani o sobie ani o innych. Żyjemy w wymyślonym przez siebie świecie i przypisujemy sobie zmyślone wartości, zmyślone cechy charakteru. Nasze życie nie jest prawdziwe. Wymyślamy historie, które nie miały miejsca i wlewamy je w innych. Kropelka po kropelce. Żeby tylko mieli o nas lepsze zdanie niż o innych. Żebyśmy byli na wierzchu, na samej górze. Żeby tylko inni myśleli źle o ludziach, których nie lubimy, ludziach, którym czegoś zazdrościmy. 

Wierzysz w Boga? Co mówi ósme przykazanie? Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu. Czyli inaczej mówiąc nie opowiadaj kłamstw o innych. Sami postawcie sobie resztę pytań. I odpowiedzcie sobie szczerze. Sami przed sobą. 

Naciąganie prawdy lub całkowita jej modyfikacja zawsze jest kłamstwem. Niezależnie od tego, czy deformacja wynika z błędów w rozumieniu wywołanym zbyt wysokim stężeniem emocji w sobie czy z czegoś innego, to zawsze jest kłamstwo. Zawsze. 

Ludzie szukają zła w innych, żeby poczuć się lepszymi niż rzeczywiście są. I znajdą je. Choćby było zmyślone, choćby nie miało nic wspólnego z prawdą i rzeczywistością. Znajdą je i opowiedzą innym. I nawet kiedy historia zatoczy koło i wszystko wyjdzie na jaw, wyprą się w żywe oczy. Bez żadnego problemu zrzucą winę na kogoś innego i nie przyznają się, że zrobili komuś świństwo. Będą kłamać dalej, nawet kiedy to kłamstwo będzie już żenujące, trwające zbyt długo lub pozornie zakopane głęboko pod codziennością, prawie zapomniane. Nikt się nie przyzna, że popełnił błąd. Nikt nie odważy się przyjść i powiedzieć przepraszam. To nie ona kłamała tylko ja. To nie było tak. Nikt tego nie powie. Jeśli jest jakiekolwiek prawdopodobieństwo, że okłamana osoba nie dowie się prawdy to ta osoba, która okłamała będzie trwać w kłamstwie choćby miała się nim zadławić i umrzeć. Tak szczerzy są ludzie, którzy jednocześnie wymagają szczerości od innych. Ludzie, którzy brzydzą się kłamstwem. Ludzie, którzy wolą usłyszeć najgorszą prawdę niż kłamstwo.

Mówimy tym samym językiem, a jednak innym. Żyjemy obok siebie a tak nam do siebie daleko. Wszyscy jesteśmy równi a jednak każdy próbuje być ponad kimś innym. Potrzebujemy pomocy a jednocześnie sami nie chcemy pomagać. Pytamy, ale nie chcemy słuchać. Oczekujemy ciągle od kogoś, ale nigdy od siebie. Chcemy brać. Brać i absolutnie nic od siebie nie dać. 

piątek, 4 stycznia 2019

Niedaleko nieba

Zacznę od tego, że w na początku chciałam napisać, że na pewno każdy, w swoim życiu, zastanawiał się nad tym, co tak naprawdę łączy ludzi a co dzieli. Potem jednak szybko zrezygnowałam z tego zdania. Poczułam jak abstrakcyjnie ono brzmi. Poczułam, że nie jest prawdziwe, gdy tylko postawiłam po nim kropkę. 

Związki często przewijają się w rozmowach. Ludzie zazwyczaj mówią, że najlepiej jest na początku, że początki zawsze są piękne, pełne miłości, uczucia i zaangażowania. Później w niewyjaśnionych okolicznościach wszystko zaczyna się rozmywać, traci barwę i początkowy kształt. Od pewnego momentu wszystko leci w dół. Równo w dół. I nic już nie da się zrobić. Wtedy najczęściej ludzie mówią, że coś się między nimi skończyło, że coś wygasło a ich drogi się rozeszły. Tak kończą się szybkie, niepozorne znajomości i tak samo kończą się wieloletnie, wielkie miłości. Wszystko kończy się mniej więcej w ten sam sposób. 

Nie powiem już, że każdy zastanawia się dlaczego tak się dzieje, bo doskonale wiem, że ludzie w ogóle o tym nie myślą. Nie myślą, bo przecież jeszcze mogłoby się okazać, że to ich wina. I właściwie tak jest. 

Ludzie, kiedy się poznają próbują wywrzeć na sobie jak najlepsze wrażenie. Obsypują się komplementami, czułością, troską, opieką, słowami, które w zasadzie słyszy się tylko w filmach o wielkiej miłości. Doskonale wiedzą co robić, żeby było dobrze, żeby osiągnąć cel. Jest w tym wszystkim jakiś syndrom zdobywcy, oczywiście nie tylko w przypadku mężczyzn. Obecnie żyjemy w takich czasach, że nie można przypisywać pewnych cech wyłącznie mężczyznom, albo kobietom. Wszystko się wymieszało i widać to już chyba na każdej możliwej płaszczyźnie. Kiedy człowiek już zdobędzie to, czego chce, automatycznie przestaje się starać. Przestaje zabiegać, starać się, pokazywać, że mu zależy. Przestaje grać, kłamać, wymyślać coś, żeby kogoś do siebie przekonać. I to jest właśnie ta chwila, po której następuje już tylko powolna śmierć tego, co było. Tego, co wydawało się, że było. Tak często wyglądają związki. Za często. 

Zapytasz dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że człowiekiem rządzi emocja. Zawsze. Niemal w każdej minucie jego życia, w każdej sytuacji, w każdej relacji. Ludzie tego nie zauważają, ale dosłownie co chwilę, w ten sposób tracą kontrolę nad swoim życiem. Tracą kontrolę nad tym, jakimi są ludźmi.  Nawet to, kim chcą być jest zniekształcone przez emocje. To one rządzą, kształtują większość ludzi. I niszczą. Niszczą wszystko, co spotkają na swojej drodze. W dodatku nie są prawdą. Są wytworem wiecznie spragnionego, niespokojnego, naszpikowanego schematami umysłu. 

Ale są też inne przypadki. Przypadki z identycznym początkiem, w którym jest dużo więcej prawdy. Wszystko rozwija się w ten sam sposób, ale nie opiera się na kłamstwie. Być może gdzieś tam pojawiają się jakieś niedociągnięcia, ale są to rzeczy do naprawienia, poprawienia albo zmiany. W każdym razie, między dwojgiem ludzi dzieje się coś, co ewidentnie może mieć przyszłość. Może, ale trzeba pamiętać o tym, że ludzie mają niesamowitą tendencję i łatwość w niszczeniu wszystkiego, co najpiękniejsze i marnowaniu sobie życia. I tak się dzieje. Przychodzi ten moment, ten sam co zawsze. Moment, kiedy ludziom przestaje się chcieć. Przyzwyczajają się do tego, co mają i myślą, że zawsze tak będzie. Myślą, że nie muszą nic robić, żeby to utrzymać. Kwiat, którego nie podlewamy usycha. Umiera w przewlekłej, bolesnej agonii. Tak i my umieramy. I absolutnie, ale to absolutnie nie dostrzegamy tego, że to nasza wina. 

Po pewnym czasie w ludziach zaczyna brakować chęci, aby ten piękny początek trwał dalej. Przestają sobie mówić, że się kochają. Przestają rozmawiać ze sobą o tym, co czują, o tym, co jest dla nich ważne. Nie opowiadają sobie o tym, co ich martwi, co ich niepokoi gdzieś głęboko na dnie niespokojnego serca. Ich relacje się rozluźniają, bo nie robią niczego, by o nie dbać. Przestają dbać też o siebie nawzajem, przestają doceniać to, co robi druga osoba. Przestają okazywać sobie szacunek, zaczynają skupiać się wyłącznie na sobie i na swoich potrzebach, przez co nawet seks już nie wygląda tak, jak kiedyś. Już nic nie wygląda tak jak na początku, bo ludzie na to pozwolili. Pozwolili sobie zapomnieć, że żyją z kimś, że w momencie, kiedy nastąpił słynny początek, wszystko się zmieniło. Przynajmniej powinno się zmienić. Później nagle okazuje się, że początek znajomości staje się najpiękniejszym wspomnieniem. Najpiękniejszym z całego, wieloletniego związku, który nieuchronnie dobiega końca. Dlaczego? Bo się wypaliło? Nie. Dlatego, że nie pracowaliśmy na inne wspomnienia. Dlatego, że osiedliśmy na laurach i pozwoliliśmy na to, żeby lenistwo, przyzwyczajenie i egoizm przykryty nieubłaganym upływem czasu, wszystko nam odebrał. Wypaliło się? A jak wygląda rozpalanie ognia? Czy nie tak, że kiedy pojawi się płomień, trzeba postarać się go ustabilizować? Oczywiście, że tak. Jeśli to się uda, wtedy rozpala się na poważnie. Poważnie i stabilnie. Wtedy już nic go nie ugasi. Wystarczy tylko dokładać pod ogień.

Ludzie tak bardzo żałują sobie słów. Żałują sobie miłości, dobroci i ciepła. Jakby to tak naprawdę wiele kosztowało, żeby powiedzieć: Wiesz, dziękuję Ci, że jesteś. Dziękuję Ci za każdy dzień, kiedy jesteś obok mnie. Dziękuję Ci za każdy poranek, kiedy patrzę na Ciebie, kiedy śpisz i przeglądam się w Twoich oczach zaraz po Twoim przebudzeniu. Dziękuję Ci, że pomagasz mi w kuchni, to dla mnie wiele znaczy, bo dzięki Tobie jest mi lżej. Uwielbiam jak się śmiejesz. Twój uśmiech zawsze poprawia mi nastrój. To tak, jakby słońce wychodziło zza chmur. To tak, jakby wstał dzień po zbyt ciężkiej nocy. Znasz to uczucie? Tak się czuję przy Tobie. Chciałabym, żeby przyszło już lato, wiesz? Chciałabym usiąść z Tobą na werandzie, z kubkiem gorącej herbaty z cytryną i posłuchać świerszczy. Obiecaj, że tak będzie. 

To takie proste słowa. A tak mało osób je mówi.

Bo przecież czujecie to wszystko, prawda? Czujecie czy nie? 

środa, 2 stycznia 2019

Pomiędzy człowiekiem a człowiekiem

Jeśli chcesz kogoś poznać, zrób coś niezgodnego z jego oczekiwaniami. 

Kiedy wszystko jest dobrze, to jest dobrze, ale choć raz miej swoje zdanie, miej swoje życie, poświęć czas na coś innego niż ktoś by chciał. Ludzie mają wobec siebie niesamowite oczekiwania. Właściwie nawet nie wiadomo dlaczego i jakim prawem. Każdy doskonale wie, w jaki sposób ktoś powinien się zachować. Jest tego absolutnie pewny. A przecież ludzie są różni, mają różne wartości, swoje życie, swoje sprawy. Niektórym ludziom się wydaje, że jeśli coś jest dla nich ważne, to powinno być ważne dla wszystkich. Ale tak nie jest. Na pewno jest ważne dla ludzi, którzy żyją bardziej życiem innych niż swoim własnym, ale nie można zapominać o tym, że wiele osób żyje inaczej. I tacy ludzie często zapominają. Na przykład o ważnych datach innych ludzi. Często nie pamiętają nawet o swoich ważnych datach a co dopiero mówić o cudzych. I nie ma w tym nic nienaturalnego. 

Ludzie wolą się obrażać niż rozmawiać. Wolą tracić czas na pokazywanie swoich dąsów, na grzebanie się w emocjach, niż cieszyć się każdą chwilą. Lata mijają bardzo szybko. A życie jest bardzo kruche. 

Zadziwiające jest też to, że większość ludzi nie docenia dobra, jakiego doświadczyli od innych przez cały okres znajomości. Zawsze liczy się to, co złe. Nawet jeśli w ciągu powiedzmy 15 lat przyjaźni przytrafiła się jedna zła rzecz, ta przyjaźń momentalnie przestaje istnieć. Już jej nie ma. Wszystko, co było przez ten cały czas, w jednej chwili przestaje mieć znaczenie. Tak, jakby nigdy nie było niczego wcześniej. Wygraj 100 biegów po medal. Raz się przewróć.

Z jakiegoś powodu ludzie uważają się za kogoś ważniejszego niż wszyscy wokół. Pozwalają sobie tak o sobie myśleć nie wiadomo dlaczego, bo przecież każdy z nas jest tylko człowiekiem. I choćby człowiek stawał na rzęsach, to i tak jest i będzie człowiekiem. Ludzie często mówią "ja sobie nie pozwolę", a kim Ty tak właściwie jesteś? Kim jesteś, żeby tak mówić? Za kogo się uważasz? Ludziom się wydaje, że wymagają szacunku. Przynajmniej tak twierdzą, ale tak naprawdę nie chodzi o szacunek. Chodzi o ego. O to, że człowiek zachowuje się jak król, jakby był ponad wszystkimi i wszystkim. Wymaga wobec siebie określonych zachowań. I nawet tego nie zauważa. Ludzie gubią się sami w sobie. Nie widzą tego, kim są. Są zaślepieni sobą. Nie widzą tego, co sami robią, ale z całego swojego brudnego serca, pragną karać innych. 

Dla mnie to już nie ból ani smutek. Dla mnie to ucieleśnienie wiedzy o człowieku. To namacalny dowód na to, jak funkcjonuje umysł. I jak bardzo biedny jest człowiek. Jest biedny, ponieważ nie zauważa tego, jak sam, bez niczyjej pomocy potrafi zgotować sobie piekło. I żyć w nim. Miesiącami, latami. Czasami nawet do ostatniego oddechu. Droga przez cierpienie. Człowiek nie potrzebuje innych ludzi, żeby cierpieć, żeby żyć w bólu, w złości, w emocjach rozrywających na strzępy. Sam stwarza swój świat. Świat, w którym tonie. Każdego dnia. 

Czym więc są te przyjaźnie, które po 10, 30 a nawet 40 latach po prostu się kończą? Urywają w najmniej oczekiwanym momencie, przestają istnieć, jakby nigdy ich nie było. Jakby żaden człowiek nie doświadczył od tej drugiej osoby niczego dobrego. Wystarczy chwila, jedna rzecz, jedna sytuacja, żeby wszystko zniknęło. To wystarczy, żeby zmazać to, co było dobre. Kim są ludzie, którzy po tylu latach nie potrafią nawet zadzwonić i porozmawiać? Czym była ta znajomość przez te wszystkie lata? Kim dla siebie jesteśmy? Kim byliśmy dla siebie od zawsze? Czy nagle się coś zmieniło, czy zawsze tak było? 

Każdy ma oczekiwania wobec innych, wobec siebie - żadnych. 

piątek, 28 grudnia 2018

Świecie mój

Pod koniec każdego roku zawsze przychodzi pora na jakieś podsumowanie. I nie chodzi tylko o życie każdego z nas, ale także o funkcjonowanie całego kraju i świata, bo przecież nasze życie przekłada się na całość. Tworzymy ją. Sobą. Tym, kim jesteśmy i jacy jesteśmy. I tak też wygląda świat wokół nas. Świat, na który tak bardzo się skarżymy. Wiadomo, że na całym świecie są jednostki, które chcą coś zmienić, ale nie oszukujmy się, te jednostki żyją wśród mas a one wciąż za mało wiedzą i widzą. 

Facebook. Portal społecznościowy, bez którego większość ludzi nie wyobraża sobie normalnego funkcjonowania. Dawniej kontrola ludzi odbywała się w inny sposób, ale dzisiaj nie ma już takiej potrzeby, bo ludzie sami chętnie zgłaszają każdemu gdzie są, z kim są, co robią, kiedy wracają a nawet co jedzą i w czym chodzą. Facebook wie wszystko a więc wraz z nim wiedzą wszystko ci, którym zależało na jego powstaniu. Facebook wie kto jest w ciąży, jak wygląda czyje dziecko (zarówno to urodzone, jak i to, które znajduje się jeszcze w brzuchu przyszłej matki), kto kupił nowy samochód, postawił dom, wyremontował mieszkanie, przeprowadził się, albo źle zaparkował na parkingu pod galerią handlową. Ludzie bardzo chętnie opowiadają swoje historie. Oczywiście tem którymi można się pochwalić. Nawet nie trzeba ich do tego zmuszać. Wystarczy iluzja, lekkie złudzenie. Delikatny zapach bycia kimś. Smak triumfu nad innymi. Nad tymi, którzy nie mają. Dla takich ludzi kolejne zdjęcie to dowartościowanie. Kolejna cegiełka w budowaniu swojego społecznego prestiżu. Przynajmniej tak im się wydaje. Ludzie prześcigają się w obrzygiwaniu wszystkich informacjami na swój temat. Każdy chce być najlepszy, najfajniejszy i koniecznie najbogatszy. 

Kolejną rzeczą są fejsowe trendy, które zmieniają się cyklicznie, w zależności od potrzeb. Jeśli jest akurat fala żałowania chorych dzieci, każdy wrzuca na swój profil zdjęcie chorej Zosi z historią choroby i prośbą o pomoc dla niej. I tak naprawdę nie byłoby w tym nic złego. Pomysł całkiem chwalebny, gdyby nie to, że to niestety jednak trend. Trend, który znika jeszcze szybciej niż się pojawił, ponieważ zmieniła się koncepcja i w tym roku udostępniamy konie prowadzone na rzeź. Tak, w tym roku konie są najważniejsze. Ratujmy konie. Tylko, że to, co się dzieje nie ma nic wspólnego z ratunkiem. Ratunek zaczyna się na udostępnianiu i na tym też się kończy. Bo tylko o to chodzi. O udostępnienie. O to, żeby inni widzieli zaangażowanie. O to, żeby inni widzieli jacy jesteśmy wrażliwi, pełni miłości i dobra. I to tyle. Poza fejsem nic się nie dzieje. Nikogo to nie obchodzi. Nikt nic nie robi w tym kierunku. Ale krzyczeć, krzyczy każdy. 

Później przychodzi czas na biedne psy, które powinny być częścią rodziny i mieszkać w domach a nie w budach na podwórku tak, jak psy mieszkały od lat i nie działa im się z tego powodu żadna krzywda. Ale trzeba ocalić te psy i najlepiej odebrać je ich właścicielom. Zwierzę łatwiej jest kochać niż człowieka. Zwierzę nie powie, co myśli, bo gdyby zwierzęta mówiły, co myślą, to pewnie niewiele osób chciałoby je mieć. Ludzie kochają psy bardziej niż siebie nawzajem. Bo pies nie jest nam równy, nie przeszkadza, nie ma z nim takich problemów, jakie są z człowiekiem. No chyba, że nasika na wersalkę. Tak, wtedy jest powód, żeby je uderzyć, albo się go pozbyć. Ale nikt wtedy nie pomyśli, że gdyby ten pies mieszkał w budzie na dworze, nic takiego by się nie stało. Zawsze łatwiej jest obwinić kogoś niż siebie. Łatwiej obwinić jest psa. Psa, o którym to my decydujemy. 

Wiesz. Nie chodzi o to, że potępiam ludzi, którzy trzymają psy w domu. To jest kwestia indywidualna. Chodzi o to, że ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że pewne czyny niosą za sobą pewne konsekwencje. O to, że decydując się na coś trzeba rozumieć z czym to się wiąże. Chodzi o to, o co chodzi zawsze. O to, że ludzie nie myślą. Nie myślą a potem i tak mają pretensję do całego świata i za nic nie przyjdzie im do głowy, że to oni zawinili. 

Odeszłam od tematu, więc wracam. Nie będę już opowiadać o kolejnym, świątecznym tym razem trendzie wrzucania na fejsa zdjęć swojej rodziny na tle choinki z życzeniami Wesołych Świąt dla wszystkich. Nie będę o tym opowiadać, ale warto przy tym zaznaczyć, że wraz z postępem techniki i nielimitowanym dostępem do internetu, ludzie przestali ze sobą rozmawiać. Przestali potrafić i przestali chcieć. Ludzie wolą napisać coś do kogoś na fejsie niż po prostu zadzwonić. Nie potrzebują już słyszeć swojego głosu, nie potrzebują rozmawiać. Życzenia urodzinowe - facebook, życzenia na Święta - facebook, zwykłe "hej co u Ciebie?" - facebook. Niedługo zaproszenia na ślub też będą tylko przez facebook i przez internet ludzie będą też spędzać ze sobą Święta. Nikt już nie dba o jakiekolwiek relacje, ludzie stali się wobec siebie zupełnie obojętni i obcy. Internet zastępuje wszystko. Przytulenie, barwę głosu, ciepło, spontaniczną rozmowę, spojrzenie, uśmiech, kolor oczu, spotkanie, wspólną kawę, spacer. Internet miał być dla ludzi pewnym ułatwieniem a ludzie pozwolili na to, żeby ich niszczył. 

Co się stało z muzyką na przestrzeni lat? Odpowiedzi trzeba szukać gdzieś w latach 60. i później. Kto dzisiaj robi taką muzykę, która nieprzerwanie będzie poruszać kolejne pokolenia? Gdzie jest ta muzyka, która wraz z dźwiękami, słowami i głosem niesie wartości? A nawet jeśli pojawią się tacy ludzie, to w jaki sposób mają przebić się przez ten cały medialny syf i cyrk? Radia puszczają to, czym chcą karmić ludzi. I nawet jak już nie da się czegoś słuchać, to i tak będą puszczać to w kółko. Telewizja działa tak samo. I ciągle tylko wojna, strzelanie, zabijanie, pościg. Tak, jakby nikt nie był w stanie wymyślić niczego innego. A nawet jeśli wymyśli i powstanie naprawdę dobry film, taki jak przykładowo Bokeh, o którym gdzieś tu kiedyś pisałam, to świat i tak go nie zaakceptuje. Nie dlatego, że jest zły, ale dlatego, że ludzie są jak ponakręcane zabawki. Mają już tak zryte berety tym, czego się naoglądali, że nie szukają niczego innego, w niczym innym nie widzą żadnej wartości. A jeśli przyjdzie im oglądać coś innego niż zabijanie się nawzajem, to kompletnie nie rozumieją tego, co widzą. I o to przecież chodzi, prawda? Człowiek ma być istotą plastyczną, łatwą do manipulacji. Takich ludzi chce nasz świat. Głupich, terytorialnych, niezdolnych do jakiegokolwiek myślenia, ułomnych, podatnych na wszelkie manipulacje. I taka jest większość z nas. Skażona, zarażona wirusem, który został wymyślony, stworzony i dokładnie opracowany przez tych, którzy poruszają sznurkami marionetek. 

Na pewno pamiętacie jeszcze te lodówki, które przez 30 lat potrafiły się nie popsuć. Na pewno pamiętacie telewizory, pralki, suszarki do włosów i inne sprzęty, których nie trzeba było wymieniać średnio co 5 lat tak, jak teraz. Zamiast tego mamy samochody z komputerami, które zatrzymują się na środku drogi, bo przepaliła się żarówka od kierunkowskazu. Komputery, których nie da się rozkręcić, żeby broń Boże nikt sam sobie nie wymienił jakiejś części, kiedy się zepsuje. Telefony, z których nie da się wyjąć baterii, co zawsze było najlepszym rozwiązaniem w przypadku większości awarii. Wszystko jest jednorazowe. Wszystko nagle się psuje. Nagle części są za słabe. A przecież technika tak bardzo poszła do przodu. Płacimy niesamowite pieniądze za rzeczy, które nie są tyle warte. Nie mamy pieniędzy na spokojne życie, bo wciąż musimy kupować jakieś gówna, które za chwilę znowu się zepsują, bo chcą na nas zarobić. Człowiek jest okradany w ten sposób na każdym kroku. Na każdym. 

Czy takiego świata chcieliśmy?  

piątek, 21 grudnia 2018

Serce w nowiu

Jestem w, a nie obok. Jestem sobą i Tobą.

Wiesz, ja ciągle grzebię w przeszłości. Ciągle oglądam wszystkie ujęcia z mojego życia i wciąż czekam na to, czego jeszcze sobie nie przypomniałam. Czekam na to, aby zobaczyć każdy, nawet najmniejszy swój błąd, aby go rozwiązać, zrozumieć i już więcej go nie popełnić. Jak najszybciej chcę odejść od wszystkiego, czym byłam i zacząć nową siebie, nowe życie na całkiem innych zasadach.

Nie pasuje mi już nic ze starego życia. Oddaje ubrania, wyrzucam rzeczy, czyszczę wszystko, co tylko zobaczę i doskonale wiem, że to już nie jest czas na żadne sentymenty. Nawet te najmniejsze. Nie potrzebuje już ani chwili z tamtego okresu. Ani jednego momentu.

Mierzenie się z przeszłością nie przychodzi ludziom łatwo. Jeśli ktoś robi to naprawdę szczerze, zazwyczaj zalewa się łzami i przez jakiś czas nie może pogodzić się z tym, kim był, co robił, jak żył i co zrobił z własnym życiem.

Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, ile mają w sobie do zrobienia. Ile rzeczy się nawarstwia, ile cech charakteru potęguje kolejne. Na co dzień nikogo to nie interesuje. Ludzie wolą dławić się w swoim własnym bagnie, dusić się emocjami, rozumieć wszystko po swojemu, widzieć tylko siebie, gadać jedno na drugie nieważne czy to prawda, czy nie. Ważne, żeby gadać. Ważne, żeby było o czym rozmawiać. Ważne, żeby była sensacja. I najlepiej czyjaś krzywda. Tym ludzie karmią się najbardziej. Z uśmiechem na ustach.

Jeśli ludzie wierzą w Boga tak bardzo jak mówią, to dlaczego nie widać Go w nich na co dzień? Gdzie jest ta miłość, zrozumienie, bezinteresowność, dobroć, mądrość, szczerość, prawda? Gdzie to wszystko jest w tych ludziach?

Ludzie wpadają w schemat. Biegają do Kościoła w każdą niedzielę i Święta. Biegają do spowiedzi opowiadając o kilku grzechach na krzyż, tych samych co poprzednim razem i liczą, że wszystko zostanie im wybaczone i zapomniane. Myślą, że od samego chodzenia do Kościoła ich dusza stanie się cudownie uzdrowiona i oczyszczona a zmówienie pokuty po spowiedzi sprawi, że ich grzechy będą odpuszczone. Potem pójdą do nieba i te wszystkie inne bzdury. Idealnie. Niewiele trzeba robić. Zaliczyć Kościół, zaliczyć spowiedź, pokazać wszystkim wokół, że się chodzi do Kościoła. Wystarczy. Wszystko zrobione. Ludzie sądzą, że wierzą, a tak naprawdę nie mają zielonego pojęcia o wierze, o Bogu i o sobie samym. Nie mają pojęcia o niczym poza tym, co uznali za słuszne. Nie potrafią nawet przez chwilę zastanowić się nad tym co robią i po co to robią. Nie potrafią odpowiedzieć sobie szczerze. Ktoś zapyta: dlaczego chodzisz do Kościoła? Odpowiesz: "bo wierzę w Boga". Dobrze. I co? I co dalej? Co robisz, żeby być z Bogiem? Co robisz, żeby Go znaleźć? W Kościele Go szukasz? Ile lat tam chodzisz? 20? 50? Co przez ten czas tam znalazłeś? Co odkryłeś?  Poczułeś Go tam? Czy w ogóle zacząłeś czegoś szukać? Czy w ogóle zależy Ci, żeby coś znaleźć?
Ja nie mówię przestań, ale mówię pomyśl.

Zadziwiające jest też to jak wiele osób robi takie rzeczy automatycznie. Z przyzwyczajenia, przez tradycję, przez to, że inni to robią. Tak jakby wszyscy ci ludzie byli zupełnie pozbawieni jakiejkolwiek świadomości, jakiejkolwiek zdolności myślenia, rozpatrywania, zastanawiania się. Tak, jakby ludzie nie byli zdolni do żadnych przemyśleń.

Pieniądze, pieniądze i jeszcze raz te pieniądze. Przelewają się w ludzkich sercach, jakby naprawdę były czymś godnym uwagi. Pieniądze i ego. To jest dokładnie to, co w ludziach podchodzi mi już do gardła. I nie chodzi o to, że to denerwuje, drażni czy rozczarowuje. Nawet nie chodzi o to, że to wywołuje łzy. Chodzi o to, że w pewnym momencie człowiek dochodzi do takiego punktu, w którym czuje się już po prostu zmęczony. Tak najzwyczajniej w świecie. Najzwyczajniej, jak to tylko możliwe.

Jakiś czas temu rozmawiałam z pewną dziewczyną. Byłyśmy wśród ludzi, o których nie miałam dobrego zdania. Nie mogłam mieć, bo czułam wszystko, co mieli w sobie. Czułam i nie mogłam tego znieść. Nie mogłam znieść ich zakłamania, nienawiści, obwiniania, gry, fałszywych uśmiechów, chęci krzywdzenia innych, chęci udowodnienia czegoś, chęci dominacji. Nie mogłam znieść nawet ich obecności. Czułam, jak się w tym topię. Opowiedziałam jej o tym. Wiedziałam, że też to czuje. Ona spojrzała na nich i powiedziała mi: "Wiesz, ja ich wszystkich kocham tak samo.” Popatrzyłam na nią i wiedziałam już, że to prawda. Wiedziałam, że ta dziewczyna mimo to, że doskonale wie jak jest i czuje to wszystko na sobie, tak jak ja, naprawdę szczerze ich kocha. Oczywiście rozmowa toczyła się dalej, ale ja zapamiętałam tylko to zdanie. Przypominam sobie tą sytuację zawsze wtedy, kiedy brakuje mi już siły. Wtedy, kiedy nie chcę już czuć bólu spowodowanego tym, że ktoś jest rozczarowany tym, że ktoś wraca do zdrowia. Bo nie taki był plan. Bo przecież miał już nie chodzić.  Bo przecież.. właśnie. Czuję wszystkie "bo przecież" co do słowa, co do jednej, najmniejszej myśli. Przypominam sobie to dokładnie wtedy, kiedy czuję na sobie ten cały syf, którym brzydzę się do tego stopnia, że chce mi się rzygać.

I jestem tej dziewczynie ogromnie wdzięczna, bo dzięki niej jakoś sobie radzę z tym, co płynie od osób, które nigdy serca nie miały. 

poniedziałek, 26 listopada 2018

Absurdy codzienne

Ludzie robią różne rzeczy. Najczęściej podejmują decyzję, nie myśląc o nikim poza sobą. Kierują się wyłącznie własnym dobrem, ewentualnie dobrem osób, które z jakiegoś powodu są blisko nich. Oczywiście tylko i wyłącznie, jeśli dobro tych osób nie koliduje z ich własnym. Nie żyjemy na tym świecie od wczoraj. To nie jest żadne odkrycie. I mimo to, że zdajemy sobie sprawę z tego, jak jest, z tego, jak funkcjonują ludzie i jaki kształtują świat wokół siebie, to zawsze, ale to zawsze jesteśmy zdziwieni, kiedy pojawia się sytuacja, która to wszystko potwierdza. Za każdym razem poziom naszego zaskoczenia jest nie do opisania i tak samo, za każdym razem nie możemy przeżyć i poukładać w sobie tego, że ktoś mógł postąpić wobec nas albo wobec innych w określony sposób. Zupełnie jakbyśmy nagle nie mogli uwierzyć w świat, który kształtował się przez wieki.

Jeśli człowiek ma do wyboru swoje "dobro" albo kompromis, żeby być w porządku też wobec innych - zawsze wybierze siebie. Zawsze. 

I tak naprawdę wystarczyłby tylko ten kompromis, żeby wszystko pozmieniać. Wystarczyłoby, żeby każdy człowiek przy każdej sytuacji zastanowił się przez chwilę nad tym, czy chciałby znaleźć się na miejscu tej drugiej osoby. Tylko tyle.  

Emocje. Najlepiej byłoby powiedzieć swoje, zamknąć temat i odciąć się od sytuacji. Nie dać się wciągać w emocjonalne rozgrywki, ale niestety człowiek chłonie emocjonalne bodźce jak gąbka i nawet wtedy, kiedy mówi, że temat jest już za nim, te emocje ciągle w nim są. On ciągle tą sytuacje rozpatruje, zastanawia się, myśli, układa w głowie zdania, które jego zdaniem będą najlepsze do użycia, powtarza je w głowie tysiące razy, wymyśla przebieg sytuacji, męczy się bardziej niż przy ciężkiej pracy fizycznej. I właściwie wszystko po to, żeby okazało się, że finalnie i tak cały przebieg zdarzeń wychodzi zupełnie inaczej. Tak, bo nagle okazuje się, że ludzki umysł jest zbyt biednym i niedopracowanym narzędziem, żeby był w stanie przewidzieć każdy scenariusz. I niektórzy ludzie o tym wiedzą. Oj, wiedzą bardzo dobrze. A mimo wszystko, kiedy przychodzi kolejna taka sytuacja, robią to samo. Robią to, chociaż wiedzą, że nie powinni, że to nie ma sensu, że po prostu szkoda na to czasu i zdrowia. I co chwilę łapią się na tym, że nie potrafią wyjść z tego schematu, nie potrafią wydostać się z siebie, bo ich głowa znowu chce wszystko kontrolować. A TO NIC NIE DA. Najłatwiej jest powiedzieć: odpuść, bo to nie jest żadne rozwiązanie. Wewnętrzna walka z sytuacją niczego nie zmienia. Sytuacja jest, jaka jest i to, że nam się to nie podoba, nie sprawi, że ona się zmieni. Ona już zaistniała i nie da się jej cofnąć. Możesz tylko poprowadzić ją dalej, ale żeby zrobić to dobrze, trzeba wsłuchać się w siebie, w to, co zagłuszają i przykrywają emocje, kaprysy, przypuszczenia i wszystko to, co nam pasuje bądź nie. Nie można pozwolić na to, by ciągle prowadziły nas emocje, bo to nigdy nie kończy się dobrze.

Dlaczego nic się nie układa? Bo ciągle nie słuchasz serca, pozwalasz zagłuszyć je emocjom. A emocje to ciągła walka. Walka, która niszczy absolutnie wszystko, co spotka na swojej drodze. Domy, rodziny, związki, przyjaźnie, jakiekolwiek relacje międzyludzkie. Emocje niszczą też nas jako ludzi. Niszczą nasze ciała, psychikę. Wszystko. Nasz świat wewnętrzny i zewnętrzny. I to nie ma znaczenia czy to złość, smutek, szczęście, żal, euforia, nienawiść. To wszystko są emocje. Tak, nawet te pozytywne emocje są złe, bo są warunkowe, zależą od czegoś. Nawet miłość jest zła, jeśli nie jest czysta, niezależna, bezwarunkowa. Ale ludzie nie znają takiej miłości.

Życie w emocjach to droga do nikąd. Oglądam je w ludziach i oglądam je w sobie. Odrywam je od siebie. Kawałek po kawałku. Uczucie po uczuciu. Odruch po odruchu. Za każdym razem widzę, w którym momencie popełniam błąd. I to jest prawdziwa męka, bo człowiek już tego nie chce, wie o tym, widzi to, a daje się w to wciągnąć. Potem ciężko jest znieść samą świadomość, że człowiek znowu nawalił. Sam dla siebie. Bo sam nie chciał, żeby tak było, a jednak tak się stało. Pozwolił na to. I wszystko zaczyna się od początku, chociaż same starania powodują, że coś już odchodzi, jest trochę lżej, trochę łatwiej. I człowiek sobie myśli no dobra, to teraz już tak nie będzie. I faktycznie przy następnej okazji już tak nie jest, ale za to przy kolejnej już tak. I znowu. Wiesz, o czym mówię?

Ludzie nie potrafią słuchać. Oczekują pomocy w swojej niedoli, ale gdy ktoś podaje im rękę, odtrącają ją. Mimo wszystko warto jest mówić. Mimo że ludzie zazwyczaj nie chcą słuchać prawdy, mimo że prawda jest ciężka do powiedzenia, warto jest mówić. Warto, ponieważ słowa zawsze są sygnałem dla drugiej osoby. Ktoś może nie przyjąć prawdy od jednej osoby. Chociaż tak naprawdę zawsze warto jest zastanowić się nad tym, co ktoś mówi. Zawsze warto to sprawdzić, być obiektywnym. Najczęściej jednak ludzie tego nie robią, bo przecież od zawsze każdy wie wszystko najlepiej i nikt nie chce słuchać. Ale jak kilka osób powie jednej osobie jakąś rzecz, to istnieje realna szansa pomocy tej osobie. Słowa z jednych ust łatwiej zignorować, ale kiedy z wielu ust padają te same słowa, to już trudniej je od siebie odsunąć. I tak naprawdę wystarczy powiedzieć raz. Nie ma sensu się powtarzać. Każdy myślący człowiek, już w tym momencie, powinien się zastanowić. Co zrobi z tym dalej? To już jego sprawa. Każdy człowiek ma prawo poprowadzić swoje życie tak, jak mu się podoba. Ma prawo zniszczyć swoje ciało, swoje zdrowie, swoje życie. Ma prawo zmarnować swój czas, swoją szansę. I to jest jego decyzja, na którą nie mamy wpływu. Możemy zasygnalizować błędy, ale nie możemy zmusić tej osoby, żeby zmieniła to, czy tamto. To jej decyzja, z której będzie musiała się kiedyś rozliczyć. Prędzej czy później, ale zawsze. Każda decyzja ma swoje konsekwencje. Nawet ta najmniejsza, prawie niewidoczna, uznana za najmniej szkodliwą. Każda. I choćby człowiek stawał na głowie, żeby kogoś uratować, uchronić przed błędem, przed głupotą to nic z tego. Nic to nie da. Jeśli człowiek nie zobaczy sam siebie, jeśli człowiek nie zobaczy drugiej osoby, nic się nie zmieni. Będzie stał w miejscu nawet i przez całe życie. Będzie tracił wszystkich wokół, jedno po drugim, aż w końcu zostanie sam. Będzie tak, dopóki czegoś nie zauważy. I jedyne co możemy zrobić, żeby go przed tym ochronić, to powiedzieć mu o tym. Nic więcej.

Umysł. Podobno taka potęga a gówno wie. Niczego nie dostrzega. Jest słaby, marny i absolutnie ograniczony. Nazywane przez ludzi "wielkie umysły" nie korzystają z umysłów. Bo umysł nic nie wie. I jedyne, co potrafi, to korzystać ze schematów. Ze schematów trzeba wyjść, żeby mądrze decydować i poprowadzić swoje życie. Recepty na życie nie znajdziesz w książkach. Znajdziesz ją w sobie, ale nie w umyśle, nie w tym, czego się naczytał i uznał za słuszne. Mądrości nie znajdziesz w tym, co jest dla Ciebie wygodne.

Jesteś tym, co robisz. Jesteś tym, co pokazujesz sobą każdego dnia. Jesteś dokładnie tym, jak zaczynasz swój dzień i jak go kończysz. Jesteś tym, co dajesz innym. Nie pieniędzmi, nie rzeczami, nie materią. Uczuciami. Małymi, prostymi gestami, które pozornie nic nie znaczą. Szczerym słowem. Miłością. Jesteś wśród ludzi i oni Cię czują. Odbierają Cię jako osobę, jako jednostkę, energię, przy której chcą być albo nie. Przy której czują się dobrze albo nie. Pomyśl o tym. 

poniedziałek, 19 listopada 2018

Listy do nikogo - fragment

Wcześniej.

Zacznijmy od tego, że piekę ciasto. Drugie w tym tygodniu. Zamiast zwykłego oleju dodałam oleju kokosowego, co może okazać się kompletną katastrofą, albo przejawem geniuszu. Skończmy na tym, że to właściwie niczego nie zmienia. W niczym nie pomaga. 

Moje myśli są nieznośne. Odbijają się od ścian, spływają po szybach, rozbijają się o siebie nie widząc nikogo i niczego poza sobą. Nie przestają krzyczeć nawet na chwilę a jednocześnie są tak ciche, że ta cisza staje się nie do wytrzymania. Człowiek zrobiłby wszystko, żeby nie myśleć, wykorzystałby każdy pomysł, żeby odejść od siebie samego chociaż na kilka sekund, ale żaden pomysł nie działa. W takich momentach nic nigdy się nie sprawdza. 

Bo tak naprawdę wcale nie staram się, żeby od tych myśli odejść. Nie chcę się ich pozbyć tylko je zrozumieć. 

Wiesz, wiem, że chodzi o mnie. Chodzi o to, że już dawno powinnam być kimś innym zamiast topić się dzisiaj w swoich łzach i rozpamiętywać wszystkie głupoty ze swojego życia. Już dawno można było od tego odejść i powiedzieć coś mądrego zamiast tracić czas na odkładanie wszystkiego na później. Ludzie mają takie tendencje. Nie potrafią odejść od siebie, chociaż wokół nie ma już nikogo. Nie potrafią zmienić zdania, chociaż nie ma już w nim ani sensu, ani logiki. Nie potrafią nawet spojrzeć sobie w oczy. Szczerze. Chociaż ten jeden, jedyny raz. 

Dzisiaj utożsamiam się z jesienią. Niestety nie tą piękną, ciepłą i złotą, ale brzydką, mglistą i deszczową. I nie ma we mnie ani grama piękna. I nie ma we mnie nic, bo mój świat zupełnie się rozpadł. Może nie rozpadł się do samego końca, ale robi to. Nieprzerwanie. W każdej minucie tego dnia. Ale nie to mnie smuci. Smuci mnie to, że człowiek jest głupi, ślepy, niedoskonały i potwornie zagubiony. Sam w sobie. Sam we wszystkim. 

Nie czuję niczego przed i niczego po. Zawieram się w pustce, w nicości, jakby wszystko miało zacząć się od nowa. Nie ma żadnego teraz, żadnego później, ani przedtem. Nie ma nic. Wszystko jest czyste i białe. Tak białe, jak jeszcze nigdy dotąd. 


Później.

Mogłabym być lepszym człowiekiem niż jestem. Z tą myślą budzę się każdego dnia. Myślę o tym za każdym razem, kiedy poczuję w sobie coś niemiłego, brzydkiego. Coś, czego nie chce już czuć. Nigdy. Coś, co od razu chciałabym z siebie wyrwać i wyrzucić. Sytuacji, które przypominają nam kim jesteśmy, jest mnóstwo. Są z nami każdego dnia. I tak naprawdę, jeśli chce się coś w sobie zmienić, to nie da się ich przeoczyć. Nie da się przysypać ich codziennymi sprawami, zająć się czymś innym, wytłumaczyć sobie, że to nie tak. To wszystko jest właśnie tak. Dokładnie tak.

Wiesz, ja nie siedzę i nie szukam w sobie na siłę tych dobrych rzeczy. Nie potrzebuję oszukiwać  innych czy nawet samej siebie, że jestem lepsza niż jestem naprawdę. Nie potrzebuję nikomu niczego udowadniać. Nie potrzebuję stwarzać pozorów, kreować się na kogoś innego niż jestem, przypisywać sobie wartości, których nie mam. Ja szukam tych złych rzeczy. Szukam ich, bo tylko w taki sposób mogę się od nich uwolnić, wiesz? Tylko wtedy, kiedy ich dotknę i pozwolę im wydobyć z siebie dźwięk. We mnie. Wtedy też pozwalam im dotknąć siebie. I to boli. Boli, ponieważ czasami, właśnie w takich chwilach, człowiek nagle uświadamia sobie, że jest o wiele gorszy niż myślał.

Jestem dokładnie taka, jakie są te słowa.

Dzisiaj mój świat znowu rozpadł się na miliony małych mikrocząteczek. Wiesz, to wszystko dzieje się tak szybko, że nawet nie zdążysz niczego przewidzieć, nawet nie zdążysz pomyśleć, zastanowić się nad tym, co masz zrobić, co masz powiedzieć. Dzieje się coś i nagle wszystko zaczyna się ze sobą wiązać, wiesz, pociągać za sobą kolejne sytuacje, kolejnych ludzi, kolejne obrazy. Wszystko zaczyna pasować. Następuje wybuch. Nagle. Ale Ty doskonale wiesz, co masz robić. Po prostu. Wiesz. I robisz to. I czujesz w tym wielkie wsparcie. Po wybuchu w końcu przychodzi cisza. Jakby upragniona, zabarwiona lekkością i spokojem. I mimo, że sam wybuch nie był przyjemny, to jednak to późniejsze uczucie jest nieocenione. Bezcenne. Tak jak to, co się wydarzyło.