Myślę o tych ludziach, którzy krzywdzą innych. Myślami, słowami, nastawieniem, tym, co robią. Zastanawiam się, co takiego musi się stać w ich życiu, żeby zauważyli kogoś poza sobą. Co takiego musi się wydarzyć, żeby zrozumieli, że inni ludzie mają serca. Serca, które przez nich cierpią.
Dotarliśmy do momentu, w którym świat stworzony przez nas, zaczyna nas przerażać. Tak, bo to, co widzimy już ani nie szokuje, ani nawet nie zdumiewa. Przeraża. Przeraża sam fakt, że człowieczeństwo mogło upaść tak nisko. Przeraża to, że jedyne dobro w ludziach możemy zauważyć tylko wtedy, kiedy czegoś od kogoś potrzebują. A nawet jeśli nie potrzebują niczego w danej chwili, to biorą pod uwagę, że mogą czegoś potrzebować w najbliższej przyszłości. Dobrzy są wtedy, kiedy się boją, że bez kogoś sobie nie poradzą. Wszystko jest interesem. Podaruję Ci kilka ciepłych słów, kilka miłych gestów, tylko pożycz mi to, załatw mi tamto, pomóż mi w tym, przyjdź zabić moją nudę. Zawsze jest jakieś "tylko". W ludziach nie ma czystych gestów. Nie ma w nich nawet ludzkich odruchów. Wszystko jest jakieś przegniłe, przesiąknięte cwaniactwem, interesownością, zazdrością, i egoizmem. A smród tego wszystkiego jest tak okropny, że zaczyna brakować powietrza, którym można oddychać. Pytasz o relacje między ludźmi? Są dokładnie takie jak widzisz. I z tego naprawdę nie da się wykrzesać nic więcej. Zażyłości? Więzi? To kłamstwo. Nic takiego nie istnieje. O tym świat zapomniał już dawno.
Moda na bycie dobrym też na niewiele się zdaje. Człowieka można zmusić do wielu rzeczy, ale miłości nie da się nauczyć. Można udawać, że ma się w sobie miłość, ale prędzej czy później (najczęściej prędzej niż później) człowiek popełnia błąd. Jeśli naprawdę masz w sobie miłość - nic takiego się nie zdarzy, bo jesteś pod jej wpływem. Wszystko, co robisz, dzieje się w zgodzie z sercem. Tam nie ma miejsca na błąd. To prowadzenie. Jeśli nie ma w Tobie miłości a wydaje Ci się, że ją masz, wystarczy pierwsza, lepsza sytuacja i leżysz. I wszyscy wokół to widzą. Ludziom tylko się wydaje, że wiedzą czym jest miłość. To smutne, ale niestety to prawda.
Tak to jest z sercami. Nie można poruszyć czegoś, czego nie ma.
Myślę o ludziach, którzy nie mają własnego zdania. O ludziach, którzy wykorzystują strzępki osobowości innych ludzi, żeby stworzyć własną. O ludziach, którzy nie wiedzą, co im się podoba a co nie. Wystarczy tylko powiedzieć, że się coś ma, będzie się miało, albo nawet chciałoby się mieć i już ta osoba to ma. Tak jakby nagle z jakiegoś powodu chciała być Tobą i żyć Twoim życiem mimo, że Cię nie znosi. I wiesz o tym doskonale, bo przecież to czujesz. Rywalizacja. Bo jeśli zrobię szybciej tak, jak ona chce zrobić, to będę od niej lepsza. Nie będziesz. Uwidocznisz tylko dla wszystkich swoją złą cechę charakteru, swój egoizm. Pokażesz tylko innym kim naprawdę jesteś. Pokażesz to, że nie obchodzi Cię, czy przez Ciebie czyjeś serce cierpi. I przede wszystkim Ty masz to zauważyć. Masz zauważyć to, co masz w środku, jak traktujesz ludzi. I musisz to zmienić, bo inaczej, to co robisz będzie niszczyło Cię od środka jeszcze silniej.
Widzę tych ludzi, którzy tak bardzo chcą być kimś. Tych ludzi, którzy chcą być kimś tak rozpaczliwie, że obwiniają wszystkich i wszystko wokół siebie o to, że nie osiągneli sukcesu. A czym w ogóle dla człowieka jest sukces? Czym powinien być? Pieniędzmi? Sławą? Byciem ważnym? A czy każdy człowiek nie jest ważny? Czy pieniądze nie powinny być tylko dodatkiem? Czy ktoś w ogóle się nad tym zastanawia? Czy każdy robi to, co wszyscy, nie wiadomo po co, idąc drogą nie wiadomo dokąd. Myślenie jest tak cenne, ale nie można go kupić za pieniądze. Może dlatego ludzie go nie chcą. Może dlatego nie jest dla nich wartością. Może woleliby po prostu zapłacić i mieć. Bez wysiłku.
Myślę o ludziach, wiesz, tak po prostu. Zastanawiam się dokąd ten świat zmierza i co z niego zostanie? Co zostanie z nas wszystkich? Zastanawia mnie to każdego dnia, kiedy oglądam te wszystkie obrazy i ludzkie historie. Wtedy, kiedy patrzę na te 10-latki w sklepie z kosmetykami, które czują się tam jak u siebie w domu. Dziewczynki, które stoją przed półkami z paletkami cieni do powiek i przekrzykują siebie nawzajem która jakie ma i jakich używa. Mamy, które przychodzą ze swoimi 5 letnimi córkami kupować im maseczki do twarzy. Dzieci. Mój Boże, przecież to tylko dzieci. Gdzie jest ten świat, który jeszcze przed chwilą tutaj był? Byłam w nim, pamiętam. Widzę ludzi, którzy wyglądają tak samo. Dziewczyny o tych samych twarzach, identyczne brwi namalowane z szablonu, róże, bronzery, podkłady tak ciężkie, że u niektórych odrywają się od nosa. Efekt sztucznych rzęs. Pozlepiana, grudkowata czarna całość, albo sztuczny wachlarz. Tego wszystkiego jest tak dużo, że pod spodem nie widać człowieka. Nie widać niczego. Nagle słyszę krzyk "O Boże! jest promocja na mój ulubiony set do brwi!" Za chwilę słyszę płacz. Małe dziecko zalewa się łzami w wózku a mama nie reaguje. Wybiera sobie kredki do oczu i z oburzeniem rzuca pod nosem "jak zwykle nie da się nawet pójść do sklepu". Miłość? Naprawdę? W końcu przychodzi tata i zabiera dziecko. Wtedy się uspokaja. Wracam do domu, włączam telewizor i widzę Bednarka, który cieszy się z wolnej Polski. Cieszy się z wolności słowa. I patrzę na niego w osłupieniu i zastanawiam się o czym on w ogóle mówi. I nie wiem. Nie wiem jak można tak bardzo pomylić wolność z tym, co jest naprawdę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz