piątek, 23 marca 2018

DRUGA OSOBA

Każdego dnia, w każdym momencie naszego życia, w każdej sytuacji pokazujemy siebie. Cały czas, nieprzerwanie, każdy z nas pokazuje, jakim jest człowiekiem. Nawet jeśli nie zdaje sobie z tego sprawy, nawet jeśli nie widzi, nie dostrzega - to wszystko i tak się dzieje. I nic się nie ukryje, człowiek swoimi reakcjami buduje, w oczach innych, obraz na swój temat. Nie da się całe życie grać, prędzej czy później, każdy już wie z kim ma do czynienia. 

Zadziwiające jak szybko człowiek zapomina o drugiej osobie, kiedy w grę wchodzi zysk, osiągnięcie korzyści. Wystarczy kilka sekund i cel jest już tylko jeden. I nic wokół nie istnieje, choćby krzyczało, piszczało, płakało, darło się na strzępy. Nic. Nie ma niczego. Jakby nigdy nie było. 

Spójrz na siebie. Po prostu spójrz na siebie. To tak niewiele, a tyle może zmienić. 

Nigdy nie zrozumiem, jak można uczyć swoje dzieci traktowania innych ludzi jak przedmiot. Jak można uczyć ich szukania w innych pieniędzy. Nigdy nie pojmę takiego wyrachowania. I choć widziałam masę takich sytuacji, nie zrozumiem ich nigdy. Na wszystko trzeba w życiu zapracować. Jak można uczyć dziecko wyciągać ręce po cudze pieniądze? Nie zrozumiem, jak można tak zniszczyć człowieka, swoje dziecko. Wpajać mu do głowy bzdury wyssane z palca, uczyć je bezczelności i zależności od kogoś innego. Uczyć je braku szacunku do drugiej osoby, robienia sobie z niej służącej.  Mama i tata są odpowiedzialni za swoje dzieci. Powinni być. A potem wszyscy są wielce zdziwieni, bo dziecko wyrasta na kogo wyrasta. 

I patrząc na to, wszystko podchodzi do gardła. 

I potem oglądamy rodziny, w których nikt nie szanuje nikogo poza sobą. I każda z tych osób wykrzykuje do znudzenia swoje "JA!" przy każdej możliwej okazji, nie dając nikomu dojść do słowa. I nic się nie zmienia. Mijają lata i nic się nie zmienia. Przybywa tylko powodów do dalszych wojen. I rozwodów. 

Ludzie myślą, że choroby biorą się z zewnątrz. Wszystko, co Ci dolega wynika z Ciebie, z tego jakim jesteś człowiekiem, jaki jesteś w stosunku do innych. Człowiek nie powinien traktować innych tak, jak sam by nie chciał być traktowany. Nie rań, bo dobrze wiesz, jak to boli. 

Pokaż mi dom, w którym mieszka miłość.

Ludzie na całym świecie, każdego dnia, umierają na chroniczny brak miłości. 

Umierają w swoich nowo postawionych domach, które wielu z nas, w dzisiejszych czasach uznaje za spełnienie marzeń. Umierają w swoich ciągle nieidealnych mieszkaniach, które remontują bez końca myśląc, że coś się w ten sposób zmieni. Umierają na nowe meble, najnowsze trendy w katalogach, najmodniejsze kolory płytek w kuchni, a najczęściej umierają na to, co w swoim domu ma ktoś inny. Są ludzie, którzy za wszelką cenę chcą wypaść lepiej na tle innych. I niestety nie na podstawie tego kim jestem i jaki jestem, tylko ile mam i ile mogę za to kupić. Każdy człowiek z natury ma w sobie mniejszą czy większą potrzebę zaakcentowania swojej osoby, pokazania siebie. Większe potrzeby zazwyczaj zaślepiają trzeźwe spojrzenie. Człowiek nie zauważa nawet tego, co naprawdę pokazuje innym myśląc, że pokazuje coś innego. Nie zauważa tego, kim jest i jak odbierają go inni. 

Skupianie się wyłącznie na sobie samym i swoich potrzebach, to ból większości małżeństw i rodzin. Mężczyźni zazwyczaj nie rozumieją tego, ile kobieta wkłada pracy w prowadzenie domu i zajmowanie się dziećmi. Większość mężczyzn nie uważa, żeby w "siedzeniu w domu" było coś ciężkiego czy wykańczającego. Wielu z nich nawet nie wie, ile czasu zajmuje samo ugotowanie obiadu i posprzątanie mieszkania (ile czasu, nie mówiąc już o pracy). A do tego jeszcze mały człowiek, którym non stop trzeba się zajmować. No, ale mężczyźni zazwyczaj mają o wiele ciekawsze zajęcia niż zabawa w dom, prawda? Tak. Tylko, że dom to już nie jest zabawa. I dotyczy to tak samo mężczyzn jak i kobiet, bo przecież są też odwrotne sytuacje. Czasami to kobieta utrzymuje rodzinę a mężczyzna zajmuje się domem. Zdarza się też, że mężczyzna wracając po pracy do domu musi robić wszystkie rzeczy, które mogła zrobić kobieta, ale tym razem ona miała ciekawsze zajęcia. Bywają i takie historie. 

Ludzie żyjąc ze sobą kompletnie nie doceniają siebie nawzajem. Żadna ze stron nie docenia tego, co dostaje od drugiej, nawet nie chce tego zauważyć. Jeśli coś jest do zrobienia, to zawsze widzi się to, czego ktoś nie zrobił. Nigdy nie widzi się tych wszystkich rzeczy, które zostały zrobione poza tą jedną pominiętą rzeczą. Zupełnie tak, jakby te wszystkie inne rzeczy nie istniały. A co by było, gdyby one też zostały pominięte? Od razu zostałyby zauważone. Każdy widzi tylko to, co chce widzieć. Każdy robi tylko to, co jest mu na rękę. Partnerstwo. Przyjaźń. Miłość. Gdzie jest to wszystko?

Ludzie umierają nawet w swoich łóżkach leżąc obok siebie. Za każdym razem, kiedy mężczyzna nie okazuje kobiecie szacunku, bo liczy się tylko on i jego potrzeby. Za każdym razem, kiedy obraża się na nią, bo on chce a ona nie. Za każdym razem, kiedy traktuje ją jak powietrze tylko dlatego, że mu odmówiła. Za każdym razem pęka czyjeś serce. Za każdym razem kobieta czuje się jak rzecz, jak przedmiot, jak narzędzie służące do zadowalania innych, jak błazen na królewskim dworze. Potrzeby zaślepiają, rozmazują rzeczywistość. Człowiek nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo rani osobę, która powinna mu być najbliższa. Każdy człowiek czuje. Mniej czy więcej, ale czuje. I nie można udawać, że nic się nie stało. Nie można zachowywać się w taki sposób i udawać, że jest w porządku, że nikt nie ucierpiał, że postąpiło się dobrze. To bardzo duży problem w wielu związkach i małżeństwach. Potrzeby potrzebami, ale gdzie w tym wszystkim jest serce? Gdzie w tym wszystkim jest człowiek? Egoizm. Znowu. Bardzo bolesny EGOIZM przez duże E.

I ludzie mówią sobie nawzajem, że się kochają, że w ich sercach jest miłość, że osoba, z którą żyją jest dla nich wszystkim, że jest najważniejsza na świecie. Ludzie mówią o miłości a traktują innych jak śmieci, jak narzędzia służące do czegoś. Do wszystkiego. Maszyny do zaspokajania potrzeb seksualnych, maszyny do pracy, do robienia pieniędzy i przynoszenia ich do domu, maszyny do gotowania, maszyny do sprzątania. Czym jeszcze jesteśmy dla innych? Dla ludzi, z którymi żyjemy na co dzień, dla ludzi, którzy są naszą rodziną? Czy w większości domów jest coś więcej niż interes, niż układ, niż zależność coś za coś? Każdy, ale to każdy mówi, że kocha a nigdy nie czuł w sercu miłości. Pokaż mi dom, w którym mieszka miłość.

Nie kochasz, jeśli nie szanujesz. Nie kochasz, jeśli nie widzisz drugiego człowieka. Nie kochasz, jeśli potrafisz odwrócić się od wszystkich, bo masz kaprys. Nie kochasz, jeśli osoba, z którą jesteś jest dla Ciebie narzędziem, które coś Ci zapewnia. Nie kochasz, jeśli w jednej chwili potrafisz mieć kogoś w dupie, bo coś jest Ci nie na rękę. NIE KOCHASZ i nie pieprz, że jest inaczej. 

wtorek, 13 marca 2018

Miłości ości II

Miłość to nie znaczy dawać innym wszystko, czego chcą. Miłością jest dokonanie właściwego wyboru, umiejętność oceny sytuacji i jej zrozumienie. Miłością jest okazanie serca, ale czasem okazaniem serca jest reakcja, która na początku wcale tego nie przypomina. Ludziom się wydaje, że jak się ciągle daje następną szansę, przymyka oko, pozwala na coś, toleruje pewne zachowania itd., to to jest właśnie miłość. Nieprawda. Czasem odwrotność tych zachowań jest prawdziwą miłością, bo tylko wtedy jest szansa, że coś się w drugiej osobie zmieni. 

Dziecko, któremu nie jest wpajane poczucie obowiązku, będzie miało problem z rozpoczęciem dorosłego życia. Nie będzie sobie radziło z rzeczywistością, z obowiązkiem pracy, z obowiązkami związanymi z prowadzeniem domu i zajmowania się rodziną, bo nie jest tego nauczone. I nagle matczyna miłość na przestrzeni czasu zamienia się w krzywdę. Dzieci uczą się postępować na przykładzie reakcji dorosłych. Jeśli rodzic pozwala na wszystko, nie zwraca uwagi, nie krzyczy, to znaczy, że można. Pozwalanie na wszystko potęguje w dziecku egoizm, który potem boleśnie odczuwają i rodzice i samo dziecko. Każde dziecko jest inne i potrzebuje innych wskazówek i bodźców. Brak pozwolenia zazwyczaj kończy się płaczem. Płacz dla rodziców oznacza albo kolejny problem, kiedy tak bardzo chcą mieć święty spokój, albo robi im się żal dziecka, albo jeszcze coś innego. W każdym razie, zapominają, że dziecko jest cwane i cały czas się uczy. Później już wie, że jak zacznie płakać, to płaczem osiągnie wszystko. Niestety, w dorosłym życiu to się nie sprawdza a we wcześniejszym przynosi wiele problemów. 

Pracownik, który kradnie zawsze będzie to robił. Niezależnie od tego, czy pracodawca da mu jedną szansę, dwie, trzy, czy dwadzieścia, taki pracownik zawsze będzie szukał okazji. Miłością nie jest dawanie kolejnych szans i przymykanie na to oka. W ten sposób taki człowiek niczego się nie nauczy, nic w sobie nie zmieni a sytuacje ciągle będą się powtarzać. Pracownik, tak jak i dziecko wspominane wyżej utwierdza się w fakcie, że może. A może, bo nie odczuwa żadnych konsekwencji swoich działań. To jeden, prosty schemat, który zawsze działa. Ludzie zawsze, w najróżniejszych życiowych sytuacjach, badają na ile mogą sobie pozwolić. I tak jest też w pracy. Na początku giną małe sumy, do których nikt się nie przyznaje, chociaż kto bystrzejszy to wie. Później towar znika już na porządku dziennym. Bo człowiek może. Bo nic się nie stało. Bo nikt nic mu za to nie zrobił. A jeśli taki człowiek może, to na pewno to zrobi. 

Do właściwego postępowania potrzeba ogromnej mądrości, niesamowitej wiedzy o świecie, o ludziach, o sobie samym. Miłość jest mądrością. Miłość to wiedza. O takiej miłości nie czyta się w książkach.

Droga

Im więcej jest w nas złości, tym wiecej mamy w sobie do zrobienia. 

Na początku nikt nie dostrzega, że złość jest jakimś problemem. Większość ludzi uważa, że złość jest naturalnym odruchem i nie ma w nim nic złego. Złość jest impulsem, który powinien uświadomić, że wciąż jest z nami coś nie w porządku, że wciąż jesteśmy daleko od źródła. Oczywiście można całe życie trwać w błogiej nieświadomości, ale szkoda na to czasu. 

Emocje i cechy charakteru to podstawowe rzeczy, które trzeba w sobie rozpatrzeć. Jeśli tego nie zrobisz, nigdy nie dojdziesz do serca, nie poczujesz czym jest miłość, nie poznasz jej i nikomu jej nie podarujesz. Rozpatrując siebie najłatwiej zacząć właśnie od emocji. Stan emocjonalny jest reakcją na pewne zdarzenia, wynika z czegoś, coś za sobą pociąga. Człowiek może się przyjrzeć co i dlaczego wywołuje w nim określone reakcje i do czego te reakcje prowadzą. 

Przy rozpatrywaniu siebie zawsze należy pamiętać o drugim człowieku. W sytuacjach emocjonalnych zawsze bierze udział więcej niż jedna osoba, dlatego trzeba próbować postawić się na jej miejscu, zastanowić się nad jej punktem widzenia i odczuwania. Trzeba chcieć zauważyć tą osobę i pomyśleć o tym jak ja bym się czuł i co bym widział patrząc jej oczami i czując jej sercem. Jej. Nie swoim. Okres średniowiecza już dawno minął. Żyjemy w innych czasach i nie możemy mieć ciągle zasłoniętych oczu klapkami, jak kiedyś konie. 

Nie da się iść dalej jeśli nadal chce się żyć przeszłością. Lepsza przyszłość wymaga swojego rodzaju czystości, pożegnania z przeszłością, rezygnacji z dawnego życia. Lepsze jutro wymaga oddania, wymaga tego słynnego końca świata, który musi nastać w nas. Jeśli tak się nie stanie, nic więcej się nie zdarzy. Nic nowego. Będzie tylko ten świat, który istniał do tej pory. 

I to jest jedna z tych rzeczy, o których ostatnio ciągle myślę. Ludzie szukają innego świata, innego życia i nie można powiedzieć, że w tych poszukiwaniach nie są zdeterminowani. A skoro są zdeterminowani, to znaczy, że tego chcą, że potrzebują tych zmian. Przekręcają swoje życie o 180 stopni, aż robi się z niego totalny bajzel. Porzucają wszelkie wartości pod pretekstem szukania drogi, odwracają się od Kościoła a więc poniekąd też od Boga, od ludzi, od siebie nawzajem, od norm przyjętych przez społeczeństwo, manifestują, cudują, wymyślają, w końcu już sami nie wiedzą za czym gonią, nie wiedzą czego szukają a już na pewno nie widzą jaki to wszystko ma skutek, jaki  ma wpływ na rodzinę, na najbliższe osoby, na życie wśród ludzi, na całość, na wszystko. Później z tego "szukania" robi się styl życia, dostosowanie "szukania" do swoich potrzeb, czyli nic innego jak egoizm. Cecha, którą człowiek ma w sobie kiedy zaczyna szukać. Jeśli na początku podróży był  w nas egoizm i na końcu nadal on jest, to znaczy, że to ciągle początek.

Widziałam wiele takich gonitw, widziałam wiele różnych dróg i wielu pogubionych ludzi. I rozumiem to. Rozumiem, że jest to część pewnego ludzkiego procesu, że ludzie w swoim życiu mogą posunąć się do różnych rzeczy z różnych powodów. Zastanawia mnie tylko ten jeden moment. Ten moment, kiedy ludzie znajdują. Po kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu latach ludzie znajdują drogę, której tak długo szukali. I nic. Stoją przed drzwiami i nie potrafią przekroczyć progu. Potrafili przez ten cały czas wywracać swoje życie do góry nogami bez względu na wszystko, żeby tylko czegoś się dowiedzieć, żeby coś zmienić a w momencie kiedy już mogą - nagle przestają chcieć, przestają szukać. Tak, jakby chcieli zostać przy tym co było do tej pory, przy tym, co tak bardzo chcieli zmienić. Nagle okazuje się, że nie chcą wiedzieć, nie chcą słuchać. Można tłumaczyć, ale i tak nie słyszą. Można pokazywać, ale nie widzą. Nawet jeśli rozumieją wszystko w tym momencie, to za chwilę już są przy swoim dawnym życiu, przy swoich "prawdach". Dlaczego więc w ogóle szukali? Po co szukali? Dlaczego się zatrzymują? Bo łatwiej zmienić wszystkich i wszystko wokół niż siebie? Bo łatwiej powiedzieć, że się nie widzi i nie wie o co chodzi niż przyznać się, że jest się tym, kim się jest? Bo łatwiej jest nic nie robić niż podjąć próbę walki o siebie, o innych, o lepsze życie? 

W pewnym momencie drogi ludzie widzą wszystko na swój temat. Odczuwają złość w sytuacjach, w których wydaje się, że już nie powinni jej odczuwać. Sami są zaskoczeni, że ją czują, bo przecież przez długi czas ta złość już się nie pojawiała. Tylko to, że się nie pojawiała nie znaczy, że jej nie było. Ta złość nawet nie musi dotyczyć tej konkretnej sytuacji, w której daje o sobie znać. Może dotyczyć zupełnie czegoś innego. Na pewnym etapie to już nie ma znaczenia. Złość jest złością. Po prostu. Jest. I trzeba ją w sobie zobaczyć i pozwolić jej odejść. W trakcie przyglądania się tej złości, człowiek zdaje sobie sprawę, że jakiś czas temu właśnie tak zareagowałby na taką sytuację. Przygląda się temu jaki był, jaki ciągle jest, bo jednak ta złość się pojawia. I jak już to rozumie, to zaraz później zauważa, że zareagował złością na ludzi, bo coś było mu nie na rękę, bo miał inne plany. Zezłościł się na ludzi, bo akurat przyszli w odwiedziny a on zaplanował sobie coś innego. Dopiero później pomyślał, że przecież nic złego nie zrobili, że nie pojawiają się przecież codziennie, że ta wizyta jest dla nich ważna. Egoizm. Mi nie pasuje, bo plan był inny. Bóg zawsze ma inne plany niż Ty. I zawsze znajdzie sposób, żeby pokazać Ci kim jesteś i co jest w Tobie do zrobienia. I potem jest człowiekowi wstyd. Wstyd, że znowu pomyślał tylko o sobie a o innych już nie. Wstyd, że w ogóle mógł tak pomyśleć. 

Nie można mieć miłości w sercu i nie widzieć innych ludzi. 

piątek, 2 marca 2018

Nie taki wilk straszny

To dawny wpis, ale myślę, że powinien tu być. Kiedyś napisałam go dla kogoś, dziś może przyda się komuś innemu. Tak wygląda odbiór zmian w świecie umysłu, który ciągle jest podsycany emocjami. Wtedy jeszcze człowiek na siłę próbuje sobie coś wytłumaczyć, coś zrozumieć. Obserwuje wszystko, co czuje i to, co dzieje się wokół. Traci swoje miejsce, bezpieczeństwo, stabilizację. Próbuje nagle zebrać całą swoją wiedzę i znaleźć w niej odpowiedź dlaczego tak jest. I boi się. Cały czas boi się, że już zawsze tak będzie. 

Czasami odnosimy wrażenie jakby cały świat wokół nas zamierał. Jakby czas nagle zastygł w kubku z niedopitą kawą i nic już nie miało się zdarzyć. Następuje bezruch kończący okres chaosu. Giniemy w mętnym powietrzu, dławi nas każda minuta i zawarte w niej zbyt ciężkie sekundy. Myśli nawarstwiają się w obolałej głowie, zmęczonej od pustych kwadransów. Trwamy w ciągłym oczekiwaniu na coś, czego nie potrafimy określić. Jesteśmy tutaj, dokładnie w tym miejscu i pozwalamy na to, by każda chwila podrzynała nam gardło. Jesteśmy bezradni, zmiażdżeni rzeczywistością, która z jakiegoś powodu zupełnie nie chce się zmienić. Poranki bolą tak samo jak wieczory. Czekamy więc cierpliwie, aż noc przyniesie ciepły sen zasiewając obietnicę lepszego jutra, ale noc staje się odbiciem dnia, choć przesiąka mrokiem. Czas obezwładnia. Za wolno przesuwa minuty, które boleśnie przecinają skórę. 

Innym razem wszystko dzieje się bardzo szybko. Minuty strzelają jedna po drugiej zbijając się w postrzępione godziny. Dzieci krzyczą w radosnych zabawach, dorośli spieszą załatwiać swoje sprawy, staruszki wyprowadzają swoich czworonożnych przyjaciół na spacer, przesiadują na ławkach w pobliskim parku, ulicami przejeżdżają samochody. Dzień jak co dzień. Masz wrażenie, że wszystko wokół jest na swoim miejscu. Wszystko oprócz Ciebie. 

To tak jakby rzeczywistość opowiadała historię, w której dla Ciebie nie ma już miejsca. Widzisz wokół siebie świat, który wyparł cię poza swoje ramy. Stajesz się elementem z kompletnie innej układanki, przestajesz pasować. To tak jak z filmem. Ktoś napisał do niego scenariusz, w którym Cię nie uwzględniono. Czasami też kończy się nasza rola. Najzwyczajniej jak to tylko możliwe. 

Nagle zaczynamy rozumieć, że żyjemy w miejscu, które już nas nie chce, wypycha nas gdzie indziej, pozbawia nas prawa głosu i wciska w serca pustkę. Każdy z nas jednak musi mieć świadomość, że w naszym życiu przychodzi mnóstwo takich momentów, kiedy niektóre rzeczy mają prawo się skończyć. Wszystko może się skończyć. I wszystko musi się skończyć, bo w przeciwnym razie nic innego nie może się zacząć. I nie ma w tym nic złego.

I tak to jest. Pojawiamy się w miejscach, z których musimy odejść. Poznajemy ludzi, z którymi nasze drogi splatają się na chwilę, albo na dłużej. Wyznajemy zasady, które prędzej czy później ulegają zmianie. Wszystko się zmienia. Nawet to, w jaki sposób układają się myśli. Jesteśmy istnieniem podlegającym ciągłym przemianom. I całe szczęście.