To dawny wpis, ale myślę, że powinien tu być. Kiedyś napisałam go dla kogoś, dziś może przyda się komuś innemu. Tak wygląda odbiór zmian w świecie umysłu, który ciągle jest podsycany emocjami. Wtedy jeszcze człowiek na siłę próbuje sobie coś wytłumaczyć, coś zrozumieć. Obserwuje wszystko, co czuje i to, co dzieje się wokół. Traci swoje miejsce, bezpieczeństwo, stabilizację. Próbuje nagle zebrać całą swoją wiedzę i znaleźć w niej odpowiedź dlaczego tak jest. I boi się. Cały czas boi się, że już zawsze tak będzie.
Czasami odnosimy wrażenie jakby cały świat wokół nas zamierał. Jakby czas nagle zastygł w kubku z niedopitą kawą i nic już nie miało się zdarzyć. Następuje bezruch kończący okres chaosu. Giniemy w mętnym powietrzu, dławi nas każda minuta i zawarte w niej zbyt ciężkie sekundy. Myśli nawarstwiają się w obolałej głowie, zmęczonej od pustych kwadransów. Trwamy w ciągłym oczekiwaniu na coś, czego nie potrafimy określić. Jesteśmy tutaj, dokładnie w tym miejscu i pozwalamy na to, by każda chwila podrzynała nam gardło. Jesteśmy bezradni, zmiażdżeni rzeczywistością, która z jakiegoś powodu zupełnie nie chce się zmienić. Poranki bolą tak samo jak wieczory. Czekamy więc cierpliwie, aż noc przyniesie ciepły sen zasiewając obietnicę lepszego jutra, ale noc staje się odbiciem dnia, choć przesiąka mrokiem. Czas obezwładnia. Za wolno przesuwa minuty, które boleśnie przecinają skórę.
Innym razem wszystko dzieje się bardzo szybko. Minuty strzelają jedna po drugiej zbijając się w postrzępione godziny. Dzieci krzyczą w radosnych zabawach, dorośli spieszą załatwiać swoje sprawy, staruszki wyprowadzają swoich czworonożnych przyjaciół na spacer, przesiadują na ławkach w pobliskim parku, ulicami przejeżdżają samochody. Dzień jak co dzień. Masz wrażenie, że wszystko wokół jest na swoim miejscu. Wszystko oprócz Ciebie.
To tak jakby rzeczywistość opowiadała historię, w której dla Ciebie nie ma już miejsca. Widzisz wokół siebie świat, który wyparł cię poza swoje ramy. Stajesz się elementem z kompletnie innej układanki, przestajesz pasować. To tak jak z filmem. Ktoś napisał do niego scenariusz, w którym Cię nie uwzględniono. Czasami też kończy się nasza rola. Najzwyczajniej jak to tylko możliwe.
Nagle zaczynamy rozumieć, że żyjemy w miejscu, które już nas nie chce, wypycha nas gdzie indziej, pozbawia nas prawa głosu i wciska w serca pustkę. Każdy z nas jednak musi mieć świadomość, że w naszym życiu przychodzi mnóstwo takich momentów, kiedy niektóre rzeczy mają prawo się skończyć. Wszystko może się skończyć. I wszystko musi się skończyć, bo w przeciwnym razie nic innego nie może się zacząć. I nie ma w tym nic złego.
I tak to jest. Pojawiamy się w miejscach, z których musimy odejść. Poznajemy ludzi, z którymi nasze drogi splatają się na chwilę, albo na dłużej. Wyznajemy zasady, które prędzej czy później ulegają zmianie. Wszystko się zmienia. Nawet to, w jaki sposób układają się myśli. Jesteśmy istnieniem podlegającym ciągłym przemianom. I całe szczęście.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz