poniedziałek, 19 listopada 2018

Listy do nikogo - fragment

Wcześniej.

Zacznijmy od tego, że piekę ciasto. Drugie w tym tygodniu. Zamiast zwykłego oleju dodałam oleju kokosowego, co może okazać się kompletną katastrofą, albo przejawem geniuszu. Skończmy na tym, że to właściwie niczego nie zmienia. W niczym nie pomaga. 

Moje myśli są nieznośne. Odbijają się od ścian, spływają po szybach, rozbijają się o siebie nie widząc nikogo i niczego poza sobą. Nie przestają krzyczeć nawet na chwilę a jednocześnie są tak ciche, że ta cisza staje się nie do wytrzymania. Człowiek zrobiłby wszystko, żeby nie myśleć, wykorzystałby każdy pomysł, żeby odejść od siebie samego chociaż na kilka sekund, ale żaden pomysł nie działa. W takich momentach nic nigdy się nie sprawdza. 

Bo tak naprawdę wcale nie staram się, żeby od tych myśli odejść. Nie chcę się ich pozbyć tylko je zrozumieć. 

Wiesz, wiem, że chodzi o mnie. Chodzi o to, że już dawno powinnam być kimś innym zamiast topić się dzisiaj w swoich łzach i rozpamiętywać wszystkie głupoty ze swojego życia. Już dawno można było od tego odejść i powiedzieć coś mądrego zamiast tracić czas na odkładanie wszystkiego na później. Ludzie mają takie tendencje. Nie potrafią odejść od siebie, chociaż wokół nie ma już nikogo. Nie potrafią zmienić zdania, chociaż nie ma już w nim ani sensu, ani logiki. Nie potrafią nawet spojrzeć sobie w oczy. Szczerze. Chociaż ten jeden, jedyny raz. 

Dzisiaj utożsamiam się z jesienią. Niestety nie tą piękną, ciepłą i złotą, ale brzydką, mglistą i deszczową. I nie ma we mnie ani grama piękna. I nie ma we mnie nic, bo mój świat zupełnie się rozpadł. Może nie rozpadł się do samego końca, ale robi to. Nieprzerwanie. W każdej minucie tego dnia. Ale nie to mnie smuci. Smuci mnie to, że człowiek jest głupi, ślepy, niedoskonały i potwornie zagubiony. Sam w sobie. Sam we wszystkim. 

Nie czuję niczego przed i niczego po. Zawieram się w pustce, w nicości, jakby wszystko miało zacząć się od nowa. Nie ma żadnego teraz, żadnego później, ani przedtem. Nie ma nic. Wszystko jest czyste i białe. Tak białe, jak jeszcze nigdy dotąd. 


Później.

Mogłabym być lepszym człowiekiem niż jestem. Z tą myślą budzę się każdego dnia. Myślę o tym za każdym razem, kiedy poczuję w sobie coś niemiłego, brzydkiego. Coś, czego nie chce już czuć. Nigdy. Coś, co od razu chciałabym z siebie wyrwać i wyrzucić. Sytuacji, które przypominają nam kim jesteśmy, jest mnóstwo. Są z nami każdego dnia. I tak naprawdę, jeśli chce się coś w sobie zmienić, to nie da się ich przeoczyć. Nie da się przysypać ich codziennymi sprawami, zająć się czymś innym, wytłumaczyć sobie, że to nie tak. To wszystko jest właśnie tak. Dokładnie tak.

Wiesz, ja nie siedzę i nie szukam w sobie na siłę tych dobrych rzeczy. Nie potrzebuję oszukiwać  innych czy nawet samej siebie, że jestem lepsza niż jestem naprawdę. Nie potrzebuję nikomu niczego udowadniać. Nie potrzebuję stwarzać pozorów, kreować się na kogoś innego niż jestem, przypisywać sobie wartości, których nie mam. Ja szukam tych złych rzeczy. Szukam ich, bo tylko w taki sposób mogę się od nich uwolnić, wiesz? Tylko wtedy, kiedy ich dotknę i pozwolę im wydobyć z siebie dźwięk. We mnie. Wtedy też pozwalam im dotknąć siebie. I to boli. Boli, ponieważ czasami, właśnie w takich chwilach, człowiek nagle uświadamia sobie, że jest o wiele gorszy niż myślał.

Jestem dokładnie taka, jakie są te słowa.

Dzisiaj mój świat znowu rozpadł się na miliony małych mikrocząteczek. Wiesz, to wszystko dzieje się tak szybko, że nawet nie zdążysz niczego przewidzieć, nawet nie zdążysz pomyśleć, zastanowić się nad tym, co masz zrobić, co masz powiedzieć. Dzieje się coś i nagle wszystko zaczyna się ze sobą wiązać, wiesz, pociągać za sobą kolejne sytuacje, kolejnych ludzi, kolejne obrazy. Wszystko zaczyna pasować. Następuje wybuch. Nagle. Ale Ty doskonale wiesz, co masz robić. Po prostu. Wiesz. I robisz to. I czujesz w tym wielkie wsparcie. Po wybuchu w końcu przychodzi cisza. Jakby upragniona, zabarwiona lekkością i spokojem. I mimo, że sam wybuch nie był przyjemny, to jednak to późniejsze uczucie jest nieocenione. Bezcenne. Tak jak to, co się wydarzyło.

1 komentarz: