O miłości ludzie wiedzą bardzo niewiele. Twierdzą, że kochają, ale wystarczy tylko trochę szerzej otworzyć oczy, aby zobaczyć, że to co określają miłością to zaledwie jej początek, jakiś mały odłamek. To, co czujemy to zazwyczaj tylko część wielopoziomowej i złożonej całości jaką jest miłość. W każdym z nas jest jakiś jej zalążek, który w kolejnych etapach swojego życia można albo rozbudować, albo zniszczyć. U większości osób przeważnie niszczeje pod grubą warstwą skrajnych emocji, które skutecznie zagłuszają rytm serca.
Mówi się, że od miłości do nienawiści jest tylko jeden krok. Miłość nigdy nie przeradza się w nienawiść. A jeśli naprawdę tak jest, że w jednej chwili potrafimy przestać kochać to znaczy, że nie kochaliśmy nigdy.
Miłość nie jest warunkowa. Nigdy nie zależy od niczego i jest odporna na wszystko.
Miłość jest trudna, ponieważ wymaga rozumienia drugiej osoby, rozpatrzenia sytuacji, zmiany perspektywy. Ludzie nie chcą się zastanawiać dlaczego ktoś postąpił tak a nie inaczej, nie chcą próbować zrozumieć. Widzą tylko swoją krzywdę i swój ból i to jest dla nich najważniejsze. Często nie chcą nawet nikogo wysłuchać, bo już sami stworzyli swój scenariusz i są przekonani, że na pewno tak było. Nikt nawet przez chwilę nie pomyśli "a może to ja popełniłem błąd" albo "może był jakiś powód, że tak się stało".
Podstawą jest chęć zrozumienia a ludzie nie chcą rozumieć. Chcą stawiać na swoim, unosić się dumą, odgrywać się i w ten sposób okazywać swoją wygraną, twierdząc przy tym, że nie mają sobie nic do zarzucenia. Zaślepieni złością i pragnieniem zemsty nie widzą jak bardzo krzywdzą innych. Wystarczy jedna sytuacja i coś, co było budowane latami obraca się w proch. A co najciekawsze, nikomu nie jest niczego żal, tak jakby ta cała wieloletnia relacja nie była nic warta.
Miłość to szacunek. Szacunek do człowieka, do jego potrzeb i zainteresowań. To rozumienie jego stanów fizycznych, psychicznych i emocjonalnych. To wiedza o ludziach, reakcjach, relacjach międzyludzkich i o sobie samym. Miłość to umiejętność odczuwania drugiej osoby w sobie, w swoim sercu.
Miłości nie da się pomylić z przywiązaniem. Miłości nie da się pomylić z niczym. Jeśli czujesz w sobie miłość - stajesz się nią. Czujesz ją całym sobą. I to uczucie przeradza się w stan, który chciałoby się rozdać dosłownie wszystkim. Ale ludzie nie chcą miłości. Chcą walczyć, rozpamiętywać, krzywdzić, pokazywać swoje "ja", które często nie ma nic do zaoferowania.
Poznałam wiele małżeństw z długim stażem i nie widziałam w nich kropli miłości. Poznałam ludzi, którzy żyli ze sobą przez 30 - 40 lat a jedyne co ich łączyło to pieniądze, strach przed pozostaniem bez dachu nad głową, bez środków do życia. Poznałam całe rodziny, w których każdemu zależało tylko na sobie i swoim "szczęściu". Poznałam ludzi, którzy bardziej byli związani ze zwierzętami niż z sobą nawzajem. Poznałam świat, który bolał tak bardzo, że odbierał oddech.
Ale miłość to też podanie ręki, wskazanie kierunku. Miłość to pomoc w zobaczeniu prawdy nie tylko o innych, ale przede wszystkim o sobie. Ludzie wolą prawdę o innych, bo ich ona nie dotyczy. Potrafią oceniać, wartościować i szufladkować, podczas gdy sami nie potrafią szczerze spojrzeć na siebie. Wyjątki zdarzają się w rodzinach. Jako, że bliższa koszula ciału, matka zawsze będzie za swoim dzieckiem a nie za prawdą i zrobi absolutnie wszystko, żeby zamieść ją pod dywan. Tylko pojawia się pytanie czy w ten sposób naprawdę pomoże swojemu dziecku być dobrym człowiekiem? Czy naprawdę jej próby wytłumaczenia dziecka i wspieranie go sprawi, że tej prawdy nie będzie widać? I czy takie działania nie będą rzutowały na jego przyszłość, na to jakim stanie się człowiekiem? Będą. Oczywiście, że będą.
Kiedyś pewien człowiek powiedział takie zdanie "Żaden rodzic nie powie nic złego na temat swojego dziecka. Żaden oprócz mnie". I faktycznie tak było. I bardzo dziękuję mu za pokazywanie prawdy, której sama nie byłam w stanie zobaczyć, bo to właśnie dla mnie jest miłość. Ta prawda mnie ukształtowała, pomogła zrozumieć wiele rzeczy, wyznaczała stopniowo kierunek postrzegania, uchroniła od wielu błędów. Może się wydawać, że bycie rodzicem jest łatwe. Nie jest. I może nie mam dzieci, ale już to wiem.
To oczywiste, że prawda nie jest miła do słuchania, zwłaszcza jeśli znacznie odbiega od tego, czego byśmy chcieli, ale jest to pomoc. Niezależnie od tego, jak ciężko jest nam tą prawdę przekazać i jak ciężko będzie ją komuś przyjąć, musimy pamiętać, że jest ona dobra. Prawda zawsze jest dobra. Nie ma lepszej drogi.
Miłość to szacunek. Szacunek do człowieka, do jego potrzeb i zainteresowań. To rozumienie jego stanów fizycznych, psychicznych i emocjonalnych. To wiedza o ludziach, reakcjach, relacjach międzyludzkich i o sobie samym. Miłość to umiejętność odczuwania drugiej osoby w sobie, w swoim sercu.
Miłości nie da się pomylić z przywiązaniem. Miłości nie da się pomylić z niczym. Jeśli czujesz w sobie miłość - stajesz się nią. Czujesz ją całym sobą. I to uczucie przeradza się w stan, który chciałoby się rozdać dosłownie wszystkim. Ale ludzie nie chcą miłości. Chcą walczyć, rozpamiętywać, krzywdzić, pokazywać swoje "ja", które często nie ma nic do zaoferowania.
Poznałam wiele małżeństw z długim stażem i nie widziałam w nich kropli miłości. Poznałam ludzi, którzy żyli ze sobą przez 30 - 40 lat a jedyne co ich łączyło to pieniądze, strach przed pozostaniem bez dachu nad głową, bez środków do życia. Poznałam całe rodziny, w których każdemu zależało tylko na sobie i swoim "szczęściu". Poznałam ludzi, którzy bardziej byli związani ze zwierzętami niż z sobą nawzajem. Poznałam świat, który bolał tak bardzo, że odbierał oddech.
Ale miłość to też podanie ręki, wskazanie kierunku. Miłość to pomoc w zobaczeniu prawdy nie tylko o innych, ale przede wszystkim o sobie. Ludzie wolą prawdę o innych, bo ich ona nie dotyczy. Potrafią oceniać, wartościować i szufladkować, podczas gdy sami nie potrafią szczerze spojrzeć na siebie. Wyjątki zdarzają się w rodzinach. Jako, że bliższa koszula ciału, matka zawsze będzie za swoim dzieckiem a nie za prawdą i zrobi absolutnie wszystko, żeby zamieść ją pod dywan. Tylko pojawia się pytanie czy w ten sposób naprawdę pomoże swojemu dziecku być dobrym człowiekiem? Czy naprawdę jej próby wytłumaczenia dziecka i wspieranie go sprawi, że tej prawdy nie będzie widać? I czy takie działania nie będą rzutowały na jego przyszłość, na to jakim stanie się człowiekiem? Będą. Oczywiście, że będą.
Kiedyś pewien człowiek powiedział takie zdanie "Żaden rodzic nie powie nic złego na temat swojego dziecka. Żaden oprócz mnie". I faktycznie tak było. I bardzo dziękuję mu za pokazywanie prawdy, której sama nie byłam w stanie zobaczyć, bo to właśnie dla mnie jest miłość. Ta prawda mnie ukształtowała, pomogła zrozumieć wiele rzeczy, wyznaczała stopniowo kierunek postrzegania, uchroniła od wielu błędów. Może się wydawać, że bycie rodzicem jest łatwe. Nie jest. I może nie mam dzieci, ale już to wiem.
To oczywiste, że prawda nie jest miła do słuchania, zwłaszcza jeśli znacznie odbiega od tego, czego byśmy chcieli, ale jest to pomoc. Niezależnie od tego, jak ciężko jest nam tą prawdę przekazać i jak ciężko będzie ją komuś przyjąć, musimy pamiętać, że jest ona dobra. Prawda zawsze jest dobra. Nie ma lepszej drogi.
Oj Olcia jakie to piękne 😀. Aż się popłakałam 😭
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń