Ostatnio opowiadałam komuś o tęsknocie za domem. Właściwie wydawało mi się, że opowiadam o czymś konkretnym. Okazało się, że ruszyłam wiele tematów jednocześnie, które teraz nie chcą przestać krzyczeć.
Opowiadałam o tym, jak bardzo człowiek chciałby mieć coś swojego. O tym, że w życiu może nie każdego z nas, ale na pewno w życiu każdej kobiety, jest taki moment, kiedy czuje silną potrzebę znalezienia swojego miejsca. Na początku swoje miejsce znajduje się przy jakiejś osobie. Przy kimś, przy kim czujemy się dobrze i bezpiecznie. Jest to osoba, na której możemy nie tylko polegać i mieć do niej zaufanie, ale jest to też osoba, która jest naszym schronieniem po ciężkim dniu. Osoba, której uśmiech przynosi ulgę, a dotyk ukojenie. Potem przychodzi czas na miejsce. Chociaż nie. Nie ma "na początku" i nie ma "potem". Czasami niektórzy zaczynają od miejsca a poźniej znajdują osobę, ale to już w tej chwili mniej istotne. Miejsce. Konkretniej - dom. Potrzeba posiadania domu i urządzania go, dopieszczania szczegółów. Prędzej czy później takie ziarenko pojawia się w każdej kobiecie. I nie chodzi o samo posiadanie czegoś. Bardziej chodzi o możliwość zagospodarowania przestrzeni tak, aby była zgodna z tym, co mamy w środku. To, czym się otaczamy jest odzwierciedleniem naszego wnętrza. I tak naprawdę mężczyźnie możemy wiele wybaczyć pod tym względem, bo to inna istota. Nie mówię, że lepsza, albo gorsza. Po prostu inna. Wyposażona (podstawowo) w inny poziom odczuwania, rozumienia. To rolą kobiety jest dbanie o dom. Wiem, takie są stereotypy. Kobiety sprzątają, piorą, gotują ojojoj kury domowe. Nie, nie w tym rzecz. Obowiązki jak obowiązki. Można się nimi podzielić. Nie jest tak, że tylko kobiety muszą to robić. Pomyśl o szczegółach, bo to na nich zbudowana jest całość. Atmosfera. Poranny zapach kawy, miękkie dywany uginające się pod ciężarem stóp, unoszące się na wietrze zasłonki w maki powieszone na oknach, zapach pieczonego ciasta, ciepło, wspólne obiady. Czujesz?
Ktoś kiedyś powiedział mi, że nie rozumie tego przedświątecznego szału, że po co wymyślać, piec, smażyć, gotować, sprzątać. Ja też kiedyś tego nie rozumiałam. Nie rozumiałam, bo miałam wtedy inne wartości, które po czasie jednak nie napawają dumą. Szał jest być może trochę za duży - to prawda, ale gdyby ktoś zapytał z czym kojarzą mi się Święta? Powiedziałabym, że kojarzą mi się z czystym, pachnącym ciastem domem. Ze świeżo upranymi dywanami, na których aż miło było posiedzieć. Z potrawami, których nie jadło się na co dzień. Z uroczystym spotkaniem z rodziną, ze spędzaniem ze sobą czasu. A przede wszystkim z mamą, która wychodziła z siebie, żeby zachować i pielęgnować klimat Świąt i tatą, który we wszystkim jej pomagał. Bez mamy - kobiety - nic by nie było. I to są rzeczy, na które nie zwraca się uwagi, ale one nas budują. One na nas wpływają a w późniejszym czasie tworzą. I człowiek nawet o tym nie wie. Może nie lubić Świąt, może ignorować wszystko, może przy niczym nie pomagać i uważać, że to wszystko jest głupie. Ale to on jest głupi. Bo nawet jeśli tak myśli, nawet jeśli uważa, że to wszystko jest niepotrzebne i bezsensowne, to i tak bierze w tym udział. Jeśli jest w takim domu jak mój. Bierze w tym udział przez sam fakt, że jest domownikiem. I może tego nie doceniać, ale przyjdzie w jego życiu taki dzień, kiedy to zrobi. Doceni i zrozumie o co naprawdę w tym wszystkim chodzi. I będzie wdzięczny za takie wzorce.
Możecie mi wierzyć, albo nie, ale te wzorce uczą bycia z ludźmi, bliskości z nimi. I jest to bardzo ważne. Najbardziej dla dzieci, bo tak naprawdę w tym wszystkim jest miłość. A dzieci bez miłości są bardzo biedne. I jest im w życiu o wiele trudniej. Bo jak mają stworzyć z drugą osobą coś czego nie znają? Jak mogą być z kimś blisko, skoro w ogóle nie wiedzą jak to jest? Jak mogą chcieć wracać do domu i budować nowy skoro prawdziwego domu nigdy nie zaznali? Jak mogą umieć żyć z innymi, skoro tak naprawdę zawsze byli sami?
Ciasta teraz są tematem na tapecie. Zapytasz po co kobiety pieką. Po to, żeby dać odrobinę radości ludziom, którzy są dla nich ważni. Pieką przez chęć podarowania kawałka siebie, przez chęć dzielenia się sobą, przez chęć dbania o innych. I być może nawet nie wszystkie to wiedzą. Pieką, bo kochają, na tyle na ile potrafią. I budują. Nieustannie, niestrudzenie i nieprzerwanie budują swój dom takimi cegiełkami.
I są niezniszczalne. Napędzane tą chęcią dawania radości najbliższym są absolutnie niezniszczalne. Potrafią wrócić do domu po całym dniu pracy i biorą się za pieczenie. Bo ta chęć jest silniejsza niż zmęczenie. Bo radość bliskich jest ważniejsza i rekompensuje wszystko.
Kobieta jest odpowiedzialna za tworzenie atmosfery w domu. I nie chodzi wyłącznie o Święta. To był tylko taki przykład. Dom to nie są ściany, pokoje przedzielone drzwiami i meble poustawiane w rządku aż do samego okna. Dom to kobieta. Dom to wszystko, co kobieta ma w sobie i może podarować innym. Tak i rodziną nie można określić rodziców i dzieci. Rodziną określa się to, co jest między nimi. To, co wypracowali ze sobą przez lata. Ludzie mogą formalnie być rodziną a być dla siebie jak obcy. I co później dzieje się z dziećmi? Dorastają. I to jacy są z czegoś wynika. Niejedna matka powie "bo on po prostu taki jest". A jaki ma być? Wystarczy, że dziecko nie poradziło sobie z przeszłością. Dzieci są różne. Niektóre potrzebują czegoś bardziej, inne mniej. Niektóre radzą sobie z czymś lepiej, inne gorzej. Człowiek zawsze chce być mądrzejszy od wszystkich. Tak bardzo chce być mądrzejszy od wszystkich, że zapomina o tym, co jest w życiu naprawdę ważne.
t r u e .
OdpowiedzUsuń