Pod koniec każdego roku zawsze przychodzi pora na jakieś podsumowanie. I nie chodzi tylko o życie każdego z nas, ale także o funkcjonowanie całego kraju i świata, bo przecież nasze życie przekłada się na całość. Tworzymy ją. Sobą. Tym, kim jesteśmy i jacy jesteśmy. I tak też wygląda świat wokół nas. Świat, na który tak bardzo się skarżymy. Wiadomo, że na całym świecie są jednostki, które chcą coś zmienić, ale nie oszukujmy się, te jednostki żyją wśród mas a one wciąż za mało wiedzą i widzą.
Facebook. Portal społecznościowy, bez którego większość ludzi nie wyobraża sobie normalnego funkcjonowania. Dawniej kontrola ludzi odbywała się w inny sposób, ale dzisiaj nie ma już takiej potrzeby, bo ludzie sami chętnie zgłaszają każdemu gdzie są, z kim są, co robią, kiedy wracają a nawet co jedzą i w czym chodzą. Facebook wie wszystko a więc wraz z nim wiedzą wszystko ci, którym zależało na jego powstaniu. Facebook wie kto jest w ciąży, jak wygląda czyje dziecko (zarówno to urodzone, jak i to, które znajduje się jeszcze w brzuchu przyszłej matki), kto kupił nowy samochód, postawił dom, wyremontował mieszkanie, przeprowadził się, albo źle zaparkował na parkingu pod galerią handlową. Ludzie bardzo chętnie opowiadają swoje historie. Oczywiście tem którymi można się pochwalić. Nawet nie trzeba ich do tego zmuszać. Wystarczy iluzja, lekkie złudzenie. Delikatny zapach bycia kimś. Smak triumfu nad innymi. Nad tymi, którzy nie mają. Dla takich ludzi kolejne zdjęcie to dowartościowanie. Kolejna cegiełka w budowaniu swojego społecznego prestiżu. Przynajmniej tak im się wydaje. Ludzie prześcigają się w obrzygiwaniu wszystkich informacjami na swój temat. Każdy chce być najlepszy, najfajniejszy i koniecznie najbogatszy.
Kolejną rzeczą są fejsowe trendy, które zmieniają się cyklicznie, w zależności od potrzeb. Jeśli jest akurat fala żałowania chorych dzieci, każdy wrzuca na swój profil zdjęcie chorej Zosi z historią choroby i prośbą o pomoc dla niej. I tak naprawdę nie byłoby w tym nic złego. Pomysł całkiem chwalebny, gdyby nie to, że to niestety jednak trend. Trend, który znika jeszcze szybciej niż się pojawił, ponieważ zmieniła się koncepcja i w tym roku udostępniamy konie prowadzone na rzeź. Tak, w tym roku konie są najważniejsze. Ratujmy konie. Tylko, że to, co się dzieje nie ma nic wspólnego z ratunkiem. Ratunek zaczyna się na udostępnianiu i na tym też się kończy. Bo tylko o to chodzi. O udostępnienie. O to, żeby inni widzieli zaangażowanie. O to, żeby inni widzieli jacy jesteśmy wrażliwi, pełni miłości i dobra. I to tyle. Poza fejsem nic się nie dzieje. Nikogo to nie obchodzi. Nikt nic nie robi w tym kierunku. Ale krzyczeć, krzyczy każdy.
Później przychodzi czas na biedne psy, które powinny być częścią rodziny i mieszkać w domach a nie w budach na podwórku tak, jak psy mieszkały od lat i nie działa im się z tego powodu żadna krzywda. Ale trzeba ocalić te psy i najlepiej odebrać je ich właścicielom. Zwierzę łatwiej jest kochać niż człowieka. Zwierzę nie powie, co myśli, bo gdyby zwierzęta mówiły, co myślą, to pewnie niewiele osób chciałoby je mieć. Ludzie kochają psy bardziej niż siebie nawzajem. Bo pies nie jest nam równy, nie przeszkadza, nie ma z nim takich problemów, jakie są z człowiekiem. No chyba, że nasika na wersalkę. Tak, wtedy jest powód, żeby je uderzyć, albo się go pozbyć. Ale nikt wtedy nie pomyśli, że gdyby ten pies mieszkał w budzie na dworze, nic takiego by się nie stało. Zawsze łatwiej jest obwinić kogoś niż siebie. Łatwiej obwinić jest psa. Psa, o którym to my decydujemy.
Wiesz. Nie chodzi o to, że potępiam ludzi, którzy trzymają psy w domu. To jest kwestia indywidualna. Chodzi o to, że ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że pewne czyny niosą za sobą pewne konsekwencje. O to, że decydując się na coś trzeba rozumieć z czym to się wiąże. Chodzi o to, o co chodzi zawsze. O to, że ludzie nie myślą. Nie myślą a potem i tak mają pretensję do całego świata i za nic nie przyjdzie im do głowy, że to oni zawinili.
Odeszłam od tematu, więc wracam. Nie będę już opowiadać o kolejnym, świątecznym tym razem trendzie wrzucania na fejsa zdjęć swojej rodziny na tle choinki z życzeniami Wesołych Świąt dla wszystkich. Nie będę o tym opowiadać, ale warto przy tym zaznaczyć, że wraz z postępem techniki i nielimitowanym dostępem do internetu, ludzie przestali ze sobą rozmawiać. Przestali potrafić i przestali chcieć. Ludzie wolą napisać coś do kogoś na fejsie niż po prostu zadzwonić. Nie potrzebują już słyszeć swojego głosu, nie potrzebują rozmawiać. Życzenia urodzinowe - facebook, życzenia na Święta - facebook, zwykłe "hej co u Ciebie?" - facebook. Niedługo zaproszenia na ślub też będą tylko przez facebook i przez internet ludzie będą też spędzać ze sobą Święta. Nikt już nie dba o jakiekolwiek relacje, ludzie stali się wobec siebie zupełnie obojętni i obcy. Internet zastępuje wszystko. Przytulenie, barwę głosu, ciepło, spontaniczną rozmowę, spojrzenie, uśmiech, kolor oczu, spotkanie, wspólną kawę, spacer. Internet miał być dla ludzi pewnym ułatwieniem a ludzie pozwolili na to, żeby ich niszczył.
Co się stało z muzyką na przestrzeni lat? Odpowiedzi trzeba szukać gdzieś w latach 60. i później. Kto dzisiaj robi taką muzykę, która nieprzerwanie będzie poruszać kolejne pokolenia? Gdzie jest ta muzyka, która wraz z dźwiękami, słowami i głosem niesie wartości? A nawet jeśli pojawią się tacy ludzie, to w jaki sposób mają przebić się przez ten cały medialny syf i cyrk? Radia puszczają to, czym chcą karmić ludzi. I nawet jak już nie da się czegoś słuchać, to i tak będą puszczać to w kółko. Telewizja działa tak samo. I ciągle tylko wojna, strzelanie, zabijanie, pościg. Tak, jakby nikt nie był w stanie wymyślić niczego innego. A nawet jeśli wymyśli i powstanie naprawdę dobry film, taki jak przykładowo Bokeh, o którym gdzieś tu kiedyś pisałam, to świat i tak go nie zaakceptuje. Nie dlatego, że jest zły, ale dlatego, że ludzie są jak ponakręcane zabawki. Mają już tak zryte berety tym, czego się naoglądali, że nie szukają niczego innego, w niczym innym nie widzą żadnej wartości. A jeśli przyjdzie im oglądać coś innego niż zabijanie się nawzajem, to kompletnie nie rozumieją tego, co widzą. I o to przecież chodzi, prawda? Człowiek ma być istotą plastyczną, łatwą do manipulacji. Takich ludzi chce nasz świat. Głupich, terytorialnych, niezdolnych do jakiegokolwiek myślenia, ułomnych, podatnych na wszelkie manipulacje. I taka jest większość z nas. Skażona, zarażona wirusem, który został wymyślony, stworzony i dokładnie opracowany przez tych, którzy poruszają sznurkami marionetek.
Na pewno pamiętacie jeszcze te lodówki, które przez 30 lat potrafiły się nie popsuć. Na pewno pamiętacie telewizory, pralki, suszarki do włosów i inne sprzęty, których nie trzeba było wymieniać średnio co 5 lat tak, jak teraz. Zamiast tego mamy samochody z komputerami, które zatrzymują się na środku drogi, bo przepaliła się żarówka od kierunkowskazu. Komputery, których nie da się rozkręcić, żeby broń Boże nikt sam sobie nie wymienił jakiejś części, kiedy się zepsuje. Telefony, z których nie da się wyjąć baterii, co zawsze było najlepszym rozwiązaniem w przypadku większości awarii. Wszystko jest jednorazowe. Wszystko nagle się psuje. Nagle części są za słabe. A przecież technika tak bardzo poszła do przodu. Płacimy niesamowite pieniądze za rzeczy, które nie są tyle warte. Nie mamy pieniędzy na spokojne życie, bo wciąż musimy kupować jakieś gówna, które za chwilę znowu się zepsują, bo chcą na nas zarobić. Człowiek jest okradany w ten sposób na każdym kroku. Na każdym.
Czy takiego świata chcieliśmy?