Nigdy nie zmienisz swojego życia, nie zmieniając siebie.
Kilka słów o filmie Bokeh. Nigdy nie pisałam o filmach i pewnie nadal by tak było, gdybym nie trafiła na niezbyt pochlebną recenzję tego filmu na jednej ze stron, ale o tym później. Skracając fabułę, można powiedzieć, że kochająca się para wyjeżdża na kilkudniową wycieczkę do Islandii. Pierwszy dzień wycieczki to wprowadzenie w świat Islandii i początkowe poznanie bohaterów, których postaci są budowane przez dalszą część filmu do samego końca. Drugiego dnia para budzi się w hotelu i powoli zaczyna odkrywać, że wokół nich nie ma żywej duszy. Ulice, sklepy i domy są puste, nikt nie odbiera telefonów. Wszystko jest pozostawione tak, jakby ludzie nagle po prostu zniknęli.
Na początku, mimo tła przesiąkniętego smutkiem, paniką, poczuciem bezradności i wyobcowania, młodzi korzystają ze wszystkiego, co zostało im pozostawione. Przebierają w ubraniach, samochodach, domach i zdobywają Islandię. Szybko jednak zauważają, że to wszystko daje szczęście tylko na chwilę a raczej jest tylko pozorem szczęścia. Ludzie marzą o wielkich pieniądzach. I potrafią robić sobie nawzajem naprawdę paskudne rzeczy, żeby tylko zdobyć więcej. Gubią się w świecie materialnym, określają go jako cel w życiu. Oglądając Bokeh, stajemy się świadkami zdarzenia jak nasza filmowa para odkrywa, że cały ten świat materialny nie jest nic warty, że możemy kupić wszystko, ale to w żaden sposób nas nie wzbogaca, że możemy mieć wszystko, a tak naprawdę nie mieć nic.
Ludzie marzą o bezludnych wyspach, podróżach, pieniądzach, nieograniczonej wolności. Dzieciaki dostały to wszystko w pakiecie. Oprócz tego miały tylko i aż siebie nawzajem. I to nie wystarczyło. Bo tak naprawdę każdy z nas jest sam. Ludzie żyją ze sobą, ale obok siebie. Nie chcą inaczej. Wiele osób łączy się w pary, ale nie ma to nic wspólnego z byciem razem.
Z jednej strony film pokazuje jak ważni w życiu są ludzie. Żadne wielkie pieniądze, dalekie podróże, cudowne miejsca, piękne domy, drogie samochody, firmowe ubrania. Ludzie. Najważniejszy na świecie jest człowiek. Podczas filmu zaczynamy sobie to uświadamiać nawet przy zwykłym skaleczeniu ręki przez głównego bohatera. Dziewczyna słusznie zauważa, że gdyby się coś stało - nikt by im nie pomógł, bo przecież nie ma lekarzy. Scena od razu narzuca szacunek do ludzi wykonujących swoją pracę. Niezależnie od tego, czy jesteś dentystą, lekarzem, mechanikiem samochodowym, krawcową czy uprawiasz ziemię - praca, którą wykonujesz jest ważna. I ludzie powinni szanować i pracę, która jest przez kogoś wykonywana i człowieka, który tą pracę wykonuje.
Z drugiej strony film pokazuje jak bardzo ludzie nie myślą o tym wszystkim na co dzień. Jak istota człowieka i szacunek do niego są całkowicie spychane poza plan. I czy naprawdę ludzie potrzebują aż takiego wstrząsu, aby sobie to uświadomić? Czy nie są w stanie zobaczyć niczego i nikogo poza sobą? Żyjemy na tej samej ziemi, oglądamy te same obrazy każdego dnia i oddychamy tym samym powietrzem. Jesteśmy tu razem, ale tak naprawdę nikt nie widzi nikogo poza sobą samym. Każdemu zależy tylko na sobie, na realizacji swoich potrzeb i planów, w których nie ma miejsca dla innych.
W filmie bardzo wyraźnie pokazane jest zetknięcie człowieka z naturą, obcowanie z jej pięknem. Mimo, że przyroda koi serce na jakiś czas, to jednak nie załatwia wszystkiego. To tylko część wspomagająca, ogniwo łańcucha. I choćby człowiek próbował wyciągnąć z niej jak najwięcej, aby osiągnąć równowagę, to i tak to nie wystarczy, jeśli nie rozumie.
I w końcu pojawia się trzeci, chwilowy bohater, który znika jeszcze szybciej niż się pojawił. Można powiedzieć, że właściwie pojawia się on na wypadek, gdyby ktoś nie zauważył i nie zrozumiał tego, o czym napisałam wcześniej. Jest on najbardziej dotkliwym bodźcem w tym filmie, dla najbardziej opornych.
I nagle okazuje się, że widok obcego człowieka cieszy nas bardziej niż cokolwiek innego. Nagle okazuje się, że jesteśmy w stanie dać temu człowiekowi wszystko, dbać o niego, troszczyć się. Nagle. Aby tylko był
Z recenzji przeczytanej w internecie dowiedziałam się, że film jest nudny, nic się w nim nie dzieje, że można spokojnie uciąć sobie drzemkę, bo i tak się niczego nie straci. W komentarzach pod recenzją przeczytałam, że wiele osób miało takie same odczucia. Nie mówię, że racja w tej kwestii jest tylko jedna i mam ją albo ja, albo oni. Uważam, że to kolejny, bardzo ważny film, który trafi do garstki osób. Trafi do tych, którzy dostrzegają w życiu trochę więcej niż inni. I tak naprawdę myślę, że świat jeszcze nie jest gotowy na takie filmy, że społeczeństwo ich nie przyjmie, bo jest za bardzo uwięzione w innych wzorcach i nie widzi niczego poza nimi. Ale wiem też, że znajdą się osoby, które obejrzą Bokeh i uśmiechną się do siebie z myślą, że w końcu na tym świecie coś się zaczyna zmieniać, że są ludzie, którzy wiedzą. Wiedzą i próbują pokazać to innym.
Świat ma wielki potencjał. A ludzie wykorzystują go w najgorszy możliwy sposób.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz