poniedziałek, 20 listopada 2017

Pomiędzy sercem a umysłem

Nie zawsze to, co słyszymy o kimś jest prawdą. Właściwie najczęściej jest to bardzo dalekie od prawdy. Problem tkwi w zrozumieniu. Ludzki umysł ma tendencje do tworzenia własnych scenariuszy zanim dowie się jakie są fakty. Prawda jednak ma to do siebie, że zawsze wychodzi na wierzch. Prędzej czy później, ale zawsze. I wtedy zazwyczaj okazuje się, że ludzie wcale nie chcą znać prawdy. Chcą, żeby było tak, jak sobie to wymyślili. Chcą tego, bo mają już opracowany plan działania, od którego nie potrafią odejść. Odejście oznaczałoby przyznanie się do błędnej oceny sytuacji i człowieka, którego ta sytuacja dotyczy a ludzie nie potrafią przyznać się do tego, że popełnili błąd. I nawet wtedy, kiedy widzą już ten błąd, nawet wtedy, kiedy nie da się już go ukryć przed nikim innym - ludzie i tak nie potrafią się przyznać do tego, że się pomylili. 

Ludzie mają tendencję do pielęgnowania i odkładania w sobie złości. Starannie pilnują, żeby zawsze zostało coś na później. Uwielbiają wszystko rozpamiętywać, potęgować żal i gniew, ubolewać nad sobą, nad tym, jak bardzo ktoś ich skrzywdził, nawet jeśli tego nie zrobił. Uwielbiają to do tego stopnia, że nie widzą niczego wokół. A już na pewno nie widzą tego ile zła przy tym sami wyrządzili innym. 

Są osoby, które w ciągu kilku sekund potrafią zmienić do kogoś nastawienie. W ciągu jednej chwili potrafią zetrzeć przyjaźń w proch i zacząć traktować kogoś tak, jakby nigdy nie istniał. Tylko dlatego, że zrozumieli coś po swojemu, tylko dlatego, że zrozumieli coś, tak jak chcieli zrozumieć. Nie tak, jak było naprawdę. 

Ból w drugim człowieku powoduje sam fakt, że nikt go nie zapytał o to, jak było naprawdę. Sam fakt, że nikt nie chciał tego wiedzieć, że wystarczyły czyjeś słowa wypowiedziane za plecami. Ludzie sugerują się kłamstwami, podążają za nimi i nie chcą tego widzieć. Ludzie nie chcą znać prawdy. A jeśli nie chcą znać prawdy i co więcej, nie chcą jej przyjąć - to nie ma w nich miejsca na miłość.  

Żyjemy tak blisko siebie. A tak nam do siebie daleko. 

I pomyśleć, że wystarczyłoby kilka prostych słów, kilka prostych gestów, żeby tego wszystkiego uniknąć, żeby nie trwać w kłamstwie i nie ranić tym innych. 

niedziela, 19 listopada 2017

Słowo w słowie

Nie w każdym słowie zawarta jest mądrość, ale i nie każdą mądrość da się określić słowami.

Ludzie lubią mówić. Niekoniecznie z sensem, niekoniecznie prawdę i najchętniej za plecami. Zazwyczaj to, co mówią jest silnie zależne od tego, czego w danej chwili potrzebują i co chcą osiągnąć. I tak naprawdę nie trzeba wiele, aby to wychwycić. Wystarczy przez chwilę przyjrzeć się prostym, codziennym sytuacjom, w których udział biorą też inne osoby i wszystko zaczyna być bardziej czytelne.

Słowa wypowiadane bez wsparcia serca są mdłe, puste, pozbawione wartości. Nawet jeśli pokrywają się z prawdą, to słysząc je wyraźnie czujesz, że czegoś w nich brakuje.

Ludzie mogą być świadomi tego, co powinni powiedzieć, ale jeśli gdzieś tam w środku choć jedna, maleńka ich część nie zgadza się z tym, co mówią - poczujesz to. Poczujesz każdy element, który nie pasuje.

Słowa mogą być pięknym dopełnieniem okazywania uczuć, jednak ludzie rzadko z niego korzystają. Zazwyczaj tylko w dobie kryzysu, przyparci do muru, z nożem na gardle. Wtedy nagle okazuje się, że rozmowa wcale nie jest taka trudna i jednak potrafi wiele zmienić. Ludzie pamiętają o tym przez jakiś czas, przez kilka pierwszych dni, może nawet tydzień. Później wszystko stopniowo zanika pod ciężarem codziennych spraw, rozciera się w wiecznym pośpiechu pomiędzy domem a pracą, rozpada na kawałki na środku autobusów, pociągów, dróg ekspresowych i w końcu gaśnie - pomiędzy nocą a dniem, gdzieś na ich skraju. 

Świat się zmienia. Odeszliśmy od bitew, wojen, odcinania głów i przebijania serc. Odeszliśmy, ponieważ społeczeństwo dotknęła cywilizacja określając pewne normy, zakazy i nakazy. Jak zachowywaliby się ludzie wobec siebie nawzajem, gdyby nie istniało widmo konsekwencji? Obecnie wojny i bitwy są przenoszone do domów, do miejsc pracy. Są uparcie wciskane we wszystkie relacje międzyludzkie jakie tylko mają okazje powstać. To prawda, że ludzie nie przychodzą i nie zabijają się nawzajem, gdy najdzie ich taka ochota, ale robią sobie gorsze rzeczy. Ludzie w ciągu swojego życia wyrządzają sobie nawzajem gorsze rzeczy niż byłaby śmierć. 

Świat się zmienia. Czas i na ludzi.