piątek, 4 stycznia 2019

Niedaleko nieba

Zacznę od tego, że w na początku chciałam napisać, że na pewno każdy, w swoim życiu, zastanawiał się nad tym, co tak naprawdę łączy ludzi a co dzieli. Potem jednak szybko zrezygnowałam z tego zdania. Poczułam jak abstrakcyjnie ono brzmi. Poczułam, że nie jest prawdziwe, gdy tylko postawiłam po nim kropkę. 

Związki często przewijają się w rozmowach. Ludzie zazwyczaj mówią, że najlepiej jest na początku, że początki zawsze są piękne, pełne miłości, uczucia i zaangażowania. Później w niewyjaśnionych okolicznościach wszystko zaczyna się rozmywać, traci barwę i początkowy kształt. Od pewnego momentu wszystko leci w dół. Równo w dół. I nic już nie da się zrobić. Wtedy najczęściej ludzie mówią, że coś się między nimi skończyło, że coś wygasło a ich drogi się rozeszły. Tak kończą się szybkie, niepozorne znajomości i tak samo kończą się wieloletnie, wielkie miłości. Wszystko kończy się mniej więcej w ten sam sposób. 

Nie powiem już, że każdy zastanawia się dlaczego tak się dzieje, bo doskonale wiem, że ludzie w ogóle o tym nie myślą. Nie myślą, bo przecież jeszcze mogłoby się okazać, że to ich wina. I właściwie tak jest. 

Ludzie, kiedy się poznają próbują wywrzeć na sobie jak najlepsze wrażenie. Obsypują się komplementami, czułością, troską, opieką, słowami, które w zasadzie słyszy się tylko w filmach o wielkiej miłości. Doskonale wiedzą co robić, żeby było dobrze, żeby osiągnąć cel. Jest w tym wszystkim jakiś syndrom zdobywcy, oczywiście nie tylko w przypadku mężczyzn. Obecnie żyjemy w takich czasach, że nie można przypisywać pewnych cech wyłącznie mężczyznom, albo kobietom. Wszystko się wymieszało i widać to już chyba na każdej możliwej płaszczyźnie. Kiedy człowiek już zdobędzie to, czego chce, automatycznie przestaje się starać. Przestaje zabiegać, starać się, pokazywać, że mu zależy. Przestaje grać, kłamać, wymyślać coś, żeby kogoś do siebie przekonać. I to jest właśnie ta chwila, po której następuje już tylko powolna śmierć tego, co było. Tego, co wydawało się, że było. Tak często wyglądają związki. Za często. 

Zapytasz dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że człowiekiem rządzi emocja. Zawsze. Niemal w każdej minucie jego życia, w każdej sytuacji, w każdej relacji. Ludzie tego nie zauważają, ale dosłownie co chwilę, w ten sposób tracą kontrolę nad swoim życiem. Tracą kontrolę nad tym, jakimi są ludźmi.  Nawet to, kim chcą być jest zniekształcone przez emocje. To one rządzą, kształtują większość ludzi. I niszczą. Niszczą wszystko, co spotkają na swojej drodze. W dodatku nie są prawdą. Są wytworem wiecznie spragnionego, niespokojnego, naszpikowanego schematami umysłu. 

Ale są też inne przypadki. Przypadki z identycznym początkiem, w którym jest dużo więcej prawdy. Wszystko rozwija się w ten sam sposób, ale nie opiera się na kłamstwie. Być może gdzieś tam pojawiają się jakieś niedociągnięcia, ale są to rzeczy do naprawienia, poprawienia albo zmiany. W każdym razie, między dwojgiem ludzi dzieje się coś, co ewidentnie może mieć przyszłość. Może, ale trzeba pamiętać o tym, że ludzie mają niesamowitą tendencję i łatwość w niszczeniu wszystkiego, co najpiękniejsze i marnowaniu sobie życia. I tak się dzieje. Przychodzi ten moment, ten sam co zawsze. Moment, kiedy ludziom przestaje się chcieć. Przyzwyczajają się do tego, co mają i myślą, że zawsze tak będzie. Myślą, że nie muszą nic robić, żeby to utrzymać. Kwiat, którego nie podlewamy usycha. Umiera w przewlekłej, bolesnej agonii. Tak i my umieramy. I absolutnie, ale to absolutnie nie dostrzegamy tego, że to nasza wina. 

Po pewnym czasie w ludziach zaczyna brakować chęci, aby ten piękny początek trwał dalej. Przestają sobie mówić, że się kochają. Przestają rozmawiać ze sobą o tym, co czują, o tym, co jest dla nich ważne. Nie opowiadają sobie o tym, co ich martwi, co ich niepokoi gdzieś głęboko na dnie niespokojnego serca. Ich relacje się rozluźniają, bo nie robią niczego, by o nie dbać. Przestają dbać też o siebie nawzajem, przestają doceniać to, co robi druga osoba. Przestają okazywać sobie szacunek, zaczynają skupiać się wyłącznie na sobie i na swoich potrzebach, przez co nawet seks już nie wygląda tak, jak kiedyś. Już nic nie wygląda tak jak na początku, bo ludzie na to pozwolili. Pozwolili sobie zapomnieć, że żyją z kimś, że w momencie, kiedy nastąpił słynny początek, wszystko się zmieniło. Przynajmniej powinno się zmienić. Później nagle okazuje się, że początek znajomości staje się najpiękniejszym wspomnieniem. Najpiękniejszym z całego, wieloletniego związku, który nieuchronnie dobiega końca. Dlaczego? Bo się wypaliło? Nie. Dlatego, że nie pracowaliśmy na inne wspomnienia. Dlatego, że osiedliśmy na laurach i pozwoliliśmy na to, żeby lenistwo, przyzwyczajenie i egoizm przykryty nieubłaganym upływem czasu, wszystko nam odebrał. Wypaliło się? A jak wygląda rozpalanie ognia? Czy nie tak, że kiedy pojawi się płomień, trzeba postarać się go ustabilizować? Oczywiście, że tak. Jeśli to się uda, wtedy rozpala się na poważnie. Poważnie i stabilnie. Wtedy już nic go nie ugasi. Wystarczy tylko dokładać pod ogień.

Ludzie tak bardzo żałują sobie słów. Żałują sobie miłości, dobroci i ciepła. Jakby to tak naprawdę wiele kosztowało, żeby powiedzieć: Wiesz, dziękuję Ci, że jesteś. Dziękuję Ci za każdy dzień, kiedy jesteś obok mnie. Dziękuję Ci za każdy poranek, kiedy patrzę na Ciebie, kiedy śpisz i przeglądam się w Twoich oczach zaraz po Twoim przebudzeniu. Dziękuję Ci, że pomagasz mi w kuchni, to dla mnie wiele znaczy, bo dzięki Tobie jest mi lżej. Uwielbiam jak się śmiejesz. Twój uśmiech zawsze poprawia mi nastrój. To tak, jakby słońce wychodziło zza chmur. To tak, jakby wstał dzień po zbyt ciężkiej nocy. Znasz to uczucie? Tak się czuję przy Tobie. Chciałabym, żeby przyszło już lato, wiesz? Chciałabym usiąść z Tobą na werandzie, z kubkiem gorącej herbaty z cytryną i posłuchać świerszczy. Obiecaj, że tak będzie. 

To takie proste słowa. A tak mało osób je mówi.

Bo przecież czujecie to wszystko, prawda? Czujecie czy nie? 

środa, 2 stycznia 2019

Pomiędzy człowiekiem a człowiekiem

Jeśli chcesz kogoś poznać, zrób coś niezgodnego z jego oczekiwaniami. 

Kiedy wszystko jest dobrze, to jest dobrze, ale choć raz miej swoje zdanie, miej swoje życie, poświęć czas na coś innego niż ktoś by chciał. Ludzie mają wobec siebie niesamowite oczekiwania. Właściwie nawet nie wiadomo dlaczego i jakim prawem. Każdy doskonale wie, w jaki sposób ktoś powinien się zachować. Jest tego absolutnie pewny. A przecież ludzie są różni, mają różne wartości, swoje życie, swoje sprawy. Niektórym ludziom się wydaje, że jeśli coś jest dla nich ważne, to powinno być ważne dla wszystkich. Ale tak nie jest. Na pewno jest ważne dla ludzi, którzy żyją bardziej życiem innych niż swoim własnym, ale nie można zapominać o tym, że wiele osób żyje inaczej. I tacy ludzie często zapominają. Na przykład o ważnych datach innych ludzi. Często nie pamiętają nawet o swoich ważnych datach a co dopiero mówić o cudzych. I nie ma w tym nic nienaturalnego. 

Ludzie wolą się obrażać niż rozmawiać. Wolą tracić czas na pokazywanie swoich dąsów, na grzebanie się w emocjach, niż cieszyć się każdą chwilą. Lata mijają bardzo szybko. A życie jest bardzo kruche. 

Zadziwiające jest też to, że większość ludzi nie docenia dobra, jakiego doświadczyli od innych przez cały okres znajomości. Zawsze liczy się to, co złe. Nawet jeśli w ciągu powiedzmy 15 lat przyjaźni przytrafiła się jedna zła rzecz, ta przyjaźń momentalnie przestaje istnieć. Już jej nie ma. Wszystko, co było przez ten cały czas, w jednej chwili przestaje mieć znaczenie. Tak, jakby nigdy nie było niczego wcześniej. Wygraj 100 biegów po medal. Raz się przewróć.

Z jakiegoś powodu ludzie uważają się za kogoś ważniejszego niż wszyscy wokół. Pozwalają sobie tak o sobie myśleć nie wiadomo dlaczego, bo przecież każdy z nas jest tylko człowiekiem. I choćby człowiek stawał na rzęsach, to i tak jest i będzie człowiekiem. Ludzie często mówią "ja sobie nie pozwolę", a kim Ty tak właściwie jesteś? Kim jesteś, żeby tak mówić? Za kogo się uważasz? Ludziom się wydaje, że wymagają szacunku. Przynajmniej tak twierdzą, ale tak naprawdę nie chodzi o szacunek. Chodzi o ego. O to, że człowiek zachowuje się jak król, jakby był ponad wszystkimi i wszystkim. Wymaga wobec siebie określonych zachowań. I nawet tego nie zauważa. Ludzie gubią się sami w sobie. Nie widzą tego, kim są. Są zaślepieni sobą. Nie widzą tego, co sami robią, ale z całego swojego brudnego serca, pragną karać innych. 

Dla mnie to już nie ból ani smutek. Dla mnie to ucieleśnienie wiedzy o człowieku. To namacalny dowód na to, jak funkcjonuje umysł. I jak bardzo biedny jest człowiek. Jest biedny, ponieważ nie zauważa tego, jak sam, bez niczyjej pomocy potrafi zgotować sobie piekło. I żyć w nim. Miesiącami, latami. Czasami nawet do ostatniego oddechu. Droga przez cierpienie. Człowiek nie potrzebuje innych ludzi, żeby cierpieć, żeby żyć w bólu, w złości, w emocjach rozrywających na strzępy. Sam stwarza swój świat. Świat, w którym tonie. Każdego dnia. 

Czym więc są te przyjaźnie, które po 10, 30 a nawet 40 latach po prostu się kończą? Urywają w najmniej oczekiwanym momencie, przestają istnieć, jakby nigdy ich nie było. Jakby żaden człowiek nie doświadczył od tej drugiej osoby niczego dobrego. Wystarczy chwila, jedna rzecz, jedna sytuacja, żeby wszystko zniknęło. To wystarczy, żeby zmazać to, co było dobre. Kim są ludzie, którzy po tylu latach nie potrafią nawet zadzwonić i porozmawiać? Czym była ta znajomość przez te wszystkie lata? Kim dla siebie jesteśmy? Kim byliśmy dla siebie od zawsze? Czy nagle się coś zmieniło, czy zawsze tak było? 

Każdy ma oczekiwania wobec innych, wobec siebie - żadnych.